Węża mam dzięki babci Zosi


Osiemnastoletni Kornel Madziała ma osobliwe hobby. Interesują go zwierzęta egzotyczne. W domu ma już węża, jaszczurkę i kraba. Teraz marzy o posiadaniu pająka.

Już na początku rozmowy Kornel zaznaczył, że gdyby miał większy pokój pewnie i zwierząt też miałby więcej.
Jego zainteresowanie zwierzętami zaczęło się we wczesnym dzieciństwie. Wtedy oglądał książki o zwierzętach. Miał ich bardzo dużo. Gdy był starszy, uwielbiał oglądać w telewizji programy przyrodnicze, szczególnie te o lwach i krokodylach. Ciekawiły go również dinozaury. Ale zainteresowanie tymi wymarłymi gadami z wiekiem przeszło. Teraz pasjonują go gady współczesne. Jak byłem mały, chciałem mieć jaszczurkę – wspomina Kornel Madziała. – Ale rodzice mi nie pozwolili. Dzisiaj wiem, że mieli rację. Mogłem jej coś złego zrobić. Posiadanie zwierzęcia to odpowiedzialność. Pogodziłem się wówczas z decyzją rodziców, ale obiecałem sobie, że kiedyś kupię tę jaszczurkę. A tymczasem łapałem z kolegami nasze polskie jaszczurki i zaskrońce na piaskarni przy ulicy Paruszowickiej w Byczynie. Brałem je do ręki, kładłem sobie na kolano, a one nie uciekały. Wyglądało jakby już wcześniej miały jakiś kontakt z człowiekiem.
Zanim jednak stał się hodowcą wymarzonej jaszczurki, kupił nie mniej upragnionego węża, bo interesowało go życie tych gadów. To, jak sobie radzą bez łap, jak polują na ofiary. Jednak zakup węża nie był taki prosty. Głównym jego przeciwnikiem była mama.

Prosiłem ją o pozwolenie pół roku – przyznaje Kornel. – Ale ciągle było: „Nie i koniec. Kto normalny trzyma węża w domu” i takie tam… Tłumaczyłem mamie, że świat się zmienia, ludzie coraz bardziej idą do przodu i nie jest to nic dziwnego, że się trzyma węża w domu. Ale ciągle było: „Nie”. Najbardziej mamie przeszkadzało to, że chciałem mieć pytona. Bała się, że pyton mnie zje. No niech pani powie, jak takie coś mogłoby mnie zjeść?
Kornel był jednak w swoich prośbach wytrwały. Działał na zasadzie, że kropla drąży skałę. W końcu mama powiedziała: „Jak babcia Zosia się zgodzi, to ja też się zgodzę”. Zgoda babci była o tyle ważna, że Kornel od kilku lat mieszkał z dziadkami i wąż tam miał być zameldowany. Zameldowany, bo w naszym kraju pytony podlegają rejestracji.

Mama była przekonana, że babcia się nie zgodzi – chłopiec mówi rozbawiony. – Jakież było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że babcia nie miała zastrzeżeń. Mama wówczas zadzwoniła do babci i powiedziała: „Jak mogłaś się na to zgodzić? Ale ja tego w domu trzymać nie będę”.
Kornel zaczął zbierać pieniądze. Ponieważ chodzi na praktyki szkolne, więc co miesiąc ma jakiś grosz dla siebie. Kupił terrarium dla węża i odpowiednio je urządził. Podłoże zrobił ze specjalnego torfu, na którym umieścił elementy wystroju – kamienie, korzeń. Aby przyszły lokator czuł się w terrarium bezpiecznie, przygotował bardzo ważną dla węża kryjówkę. Zrobił ją z doniczki przysypanej ziemią. Posadził też roślinki. Terrarium wyposażył w wentylację, pojemnik z wodą, odpowiednie lampy do oświetlenia i ogrzewania. Kabelki, żarówki, różne połączenia sprawiają, że rodzice Kornela żartują, iż ma on własną elektrownię.
Wąż zamieszkał w terrarium 2 lata temu. Jest to pyton królewski, który pochodzi od hodowcy wężów ze Zgierza. Miał wówczas około 20 cm długości. Dziś mierzy o metr więcej. Czy jeszcze urośnie? Maksymalna długość węży tego gatunku to 180 cm, a waga około 2 kg, więc chyba Kornela nie połknie. Jest niekłopotliwy w utrzymaniu. W terrarium potrzebuje jedynie odpowiedniej temperatury (w miejscu, gdzie się wygrzewa około 30 stopni C, a w kryjówce około 24 stopni C), pokarmu i wody. Przez cały dzień przebywa głównie w kryjówce. Prowadzi nocny tryb życia.

Trudno się śpi, mając w pobliżu pytona – mówi 18 – latek. – W nocy strasznie hałasuje. Słychać, jak pełza, rusza roślinami.
Kornel swojego węża karmi głównie białymi myszami, które kupuje w sklepie zoologicznym.

Karmię go raz w tygodniu, to mu wystarcza – tłumaczy. – Wrzucam do terrarium jedną żywą mysz. On czuje jej zapach, ciepło i przygotowuje się do jej upolowania. Jak mysz jest wystarczająco blisko, uderza. A potem połyka w całości. Babcię zawsze ciekawiło, jak on to robi.
Z potrzeb życiowych ważna jest również woda. W terrarium jest pojemnik z wodą. Wąż z niego pije i w nim się pluska.

Mało pije – wyjaśnia Kornel. – Ale lubi cały wejść do pojemniczka i pokąpać się szczególnie wtedy, gdy zrzuca skórę. Zrzuca ją raz na 3 – 4 miesiące. Jak ma lepszą wilgotność, to mu lepiej skóra schodzi. Zrzucanie skóry nazywa się wilinką. Wąż robi to, ponieważ ze skóry wyrasta, a przy okazji pozbywa się pasożytów. Przed wilinką oczy robią mu się mętne, mleczne. I wtedy wiem, że należy mu dać spokój i, żeby go nie karmić, aby spokojnie wyliniał. Zrzucanie skóry zaczyna się od głowy. Ale nigdy tego początku nie zauważyłem.
Raz w tygodniu Kornel wyciąga węża z terrarium. Robi to wtedy, kiedy je czyści lub usuwa z niego odchody. Wówczas zakłada sobie węża na szyję, żeby mu nie uciekł. Bo gdyby wszedł pod łóżko lub za meble, trzeba by było stracić sporo czasu na szukanie go.
Pyton królewski należy do rodziny dusicieli.

Jest jak boa – łapie ofiarę, owija się wokół niej i dusi ją – Kornel mówi z kamienną twarzą. – Pyton jest masywny. Żeby udusić swoją ofiarę, wystarcza mu ¼ długości ciała. Ma taką siłę. Jest jednym wielki mięśniem. Są też węże cienkie, które – żeby udusić ofiarę – owijają się wokół niej całe.
Posiadanie takiego pupila wiąże się z obowiązkiem jego zarejestrowania w starostwie. Właściciel ma na to 14 dni od chwili zakupu. Obowiązek ten dotyczy również wielu innych zwierząt, głównie egzotycznych.

Jak była afera w Warszawie, że uciekł pyton, to przyszła do mnie policja – Kornel na wspomnienie tej sytuacji uśmiecha się. – Policjant zapytał, czy mam swojego węża w domu. Zaprosiłem go do pokoju, aby mu pokazać węża oraz odpowiedni dokument, ale nie chciał wejść do środka.
Dziś wąż nie jest już problemem dla rodziny. Wręcz przeciwnie – wszyscy darzą go sympatią. Siostra Kornela, Ania, bawi się z nim, dziadek zakłada go sobie na szyję, a mama chętnie go głaszcze.

Jak przywiozłem pytona do domu i wszyscy go zobaczyli, a potem dotknęli, to usłyszałem: „Ale fajny” – mówi pasjonat. – Bo on nie jest śluzowaty, jak wszystkim się wydaje. Jest bardzo miły w dotyku. Wąż również nie boi się przychodzących do nas ludzi.
Kornel w swoim pokoju hoduje również jaszczurkę. Jest ona samcem i ma na imię Leon. Przyjechała do Byczyny z Czech.

Byłem na giełdzie zwierząt egzotycznych w Ostrawie – opowiada. – Pojechałem na taką giełdę pierwszy raz. Było tam tyle zwierząt, że nie wiedziałem na czym oko zawiesić. Znalazłem stoisko z jaszczurkami. Tam wypatrzyłem dwie. Jedna była bardziej czerwona, drugą był Leon. Ponieważ jaszczurka miała być urodzinowym prezentem dla siostry Ani, dałem jej możliwość wyboru – zrobiłem telefonem zdjęcia i przesłałem do niej. Wybrała tego. Przywiozłem go w plastikowym pojemniczku. Teraz mieszka w terrarium zrobionym specjalnie dla jaszczurki.
Jaszczurka jest przedstawicielem gatunku agama brodata. Jej naturalnym środowiskiem są suche stepy i pustynie Australii. Jest chętnie kupowana przez hodowców, ponieważ łatwo się oswaja i ma spore rozmiary. Dorasta do 45 -55 cm długości, w tym połowę stanowi ogon.

Jaszczurka jest bardziej ciepłolubna od węża – tłumaczy chłopiec. – W terrarium na najwyższym podeście temperatura wynosi 42 stopnie. Leon sobie tam wchodzi i się wygrzewa. W kryjówce temperatura jest znacznie niższa. Lubi tam się chłodzić i spać. Z Leonem jest trochę więcej roboty niż z wężem. Muszę mu zmieniać światło, jeść daję mu co 2 – 3 dni. Raz dziennie wyciągam go z terrarium. Kładę go wtedy na biurku. On sobie tam siedzi i patrzy na mnie. Jest spokojnym zwierzęciem. W czasie wylinki muszę go spryskiwać, aby ułatwić zrzucenie skóry. Idzie mu to trudniej niż wężowi, ponieważ ma kolce i łapki.
W środowisku naturalnym agama brodata odżywia się stawonogami, głównie owadami i roślinami.

Ja karmię Leona robakami, karaczanami, startymi na tarce jabłkiem i marchewką – mówi. – Lubi też jeść maliny i trzykrotkę. Kiedyś w terrarium posadzone były rośliny, ale Leon wszystkie zjadł. Podaję mu również suplementy. Potrzebuje bardzo mało wody. Daję mu ją za pomocą strzykawki bez igły. Woda skapuje mu na pyszczek i w ten sposób pije.
Jaszczurka nie wymaga rejestracji, ponieważ nie jest wpisana na listę zwierząt, które temu obowiązkowi podlegają.
W pokoju Kornela mieszkają jeszcze krab i rybki akwariowe. Krab jest jego ostatnim nabytkiem. Kupił go kilka tygodni temu.

Krab był ostatnim zwierzątkiem, jakie zachowało się w sklepie Majster – do rozmowy włącza się Irena Madziała, mama Kornela. – Synowi było szkoda, że jest on tam taki samotny. Zapytał mnie, czy moglibyśmy się nim zaopiekować.
Teraz krab żyje w pięknym kulistym akwarium, na dnie którego znajdują się piasek i kamień.

Akurat z nim jest trochę zabawy – Kornel stwierdza krótko. – Bo co 2 – 3 dni należy zmienić wodę. Krab jest wszystkożerny, więc karmię go surowym mięsem, robakami, jabłkiem, marchewką. Krab może ugryźć, ale mnie jeszcze nie dziabnął.
Rybki zajmują dwa akwaria. W jednym z nich, tym większym, żyją pyszczaki.

To są bardzo ładne ryby, ale są agresywne w stosunku do innych rybek – tłumaczy 18 – latek.
W pokoju Kornela można już dziś czuć się prawie jak w sklepie zoologicznym. Jak będzie w przyszłości? Jego marzeniem jest posiadanie jeszcze jednego pytona, ale barwnej odmiany.

Mój pyton jest klasyczny taki, jak występuje w naturze – mówi. – Takiego chciałem. Ale są również barwne odmiany pytonów: żółte, białe, czarne, żółto – czerwone, żółto – białe. Taki już kosztuje ponad tysiąc złotych. Może później go sobie kupię. Jeszcze chciałbym mieć pająka, oczywiście egzotycznego, ale mama znów się nie zgadza. Siostra też ma obiekcje. Więc może kiedyś …
Kornel marzy o jeszcze jednym – chce mieć staw.

Mój staw będzie taki trochę dziki, naturalny, bo ja lubię naturę – zapowiada. – Z jednej strony złamane drzewo, z drugiej lilie, jakaś wysepka. Już mam działkę pod ten staw. Wczesną wiosną chcę zacząć kopać.
Elżbieta Wodecka

Wstecz Rok ważnych inwestycji
Dalej Kluczborczanin trafił do kadry