Zwierzęta mówią nie tylko w Wigilię


Marcel Midura to zoopsycholog i trener psów od dzieciństwa zafascynowany światem zwierząt. Bez czworonogów nie wyobraża sobie życia. Jest właścicielem kundelki Rosy, przygarniętego z ulicy owczarka Brega, pirenejskiego psa górskiego Belli, kota Leona oraz stukilogramowej miniaturowej świni angielskiej Johna, którą zabrał z mieszkania na łódzkim blokowisku. W rozmowie opowiada między innymi jak zrozumieć zwierzęta. W legendach i wierzeniach ludowych znajdujemy opowieści o tym, że w Wigilię o północy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Ale one przecież komunikują się z nami cały czas, nie tylko od święta.

Oczywiście. Zwierzęta porozumiewają się z nami nieustannie. Na przykład psy, bo na nich chciałbym się skupić, mówią poprzez wydawane dźwięki, takie jak szczekanie, warczenie, popiskiwanie. Ale najpiękniej porozumiewają się niewerbalnie poprzez mowę ciała – przez położenie ogona, uszu, wzrok, zjeżoną sierść, co jest dla mnie zdecydowanie ciekawsze.

Wydaje mi się, że tę mowę niewerbalną zwierząt odczytujemy błędnie…

Tak faktycznie bardzo często się dzieje. Błędy popełniają nie tylko właściciele-debiutanci, ale także ci już doświadczeni, jeśli nigdy nie zgłębiali psiej mowy. Odczytują ją zwykle z ludzkiego punktu widzenia. A konkretny gest w ludzkim rozumieniu co innego znaczy w psim.

Czy może pan podać jakieś przykłady z własnego doświadczenia?

Kiedyś zadzwoniła do mnie kobieta, że jej pies warczy, układa się do ataku i domownicy mają obawy, że pies jest agresywny i może im zrobić krzywdę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że psiak miał dziewięć tygodni. W tym wieku raczej nie ma mowy o agresji, bo to jeszcze sama miłość. Pojechałem, żeby się przekonać o co chodzi. Na miejscu zastałem psa, który ma położone przednie łapy, zad do góry, faktycznie warczy, ale ta postawa oznacza: chodź, pobaw się ze mną. Właścicielka zupełnie na opak odczytała komunikaty swojego czworonoga, ale usprawiedliwia ją to, że był to jej pierwszy pies w życiu.

Bardzo często psy w różnych sytuacjach ziewają czy oblizują sobie nos. Co te zachowania oznaczają?

Przeważnie nie to, co właściciele sobie myślą. Na przykład robimy psu zdjęcie i wychodzi nam na fotce pupil z językiem na nosie. Zwykle właściciele zachwycają się: ale pięknie piesek zapozował, jaka sweetfocia. To nie tak. Jeśli pies oblizuje sobie nos, oznacza to, że przeżywa dyskomfort. Popatrzmy z jego perspektywy – właściciel celuje do niego z jakiegoś dziwnego urządzenia. Pies nie wie co ma o tyn myśleć. Natomiast ziewanie nie oznacza senności, to sposób na wyciszenie emocji.

Już wiemy, że ludzie mają problem z odczytaniem psiej mowy. Czy w odwrotną stronę też zdarzają się pomyłki?

Oczywiście, bo ludziom się zdaje, że psy myślą i odczuwają tak jak oni. Mamy tendencję, że uczłowieczamy nasze pupile. „Nasz pies jest wyjątkowy, on zachowuje się jak człowiek” – tak mówi znaczna część moich klientów. Pies, chociaż obcuje z ludźmi, pozostaje psem, ma psie potrzeby, psi charakter i po psiemu się komunikuje. Uczłowieczanie psa to bardzo zła tendencja. Ma on tyle samo chromosomów co wilk i potrzebuje odróżniać się od człowieka, nawet jeśli czworonóg wiedzie życie na kanapie.

To jak usprawnić komunikację ze swoim zwierzakiem, żeby nie było zgrzytów i nieporozumień?

Trzeba budować relację z psem i ustalić zasady, których będziemy się mądrze trzymać. To codzienna praca. Jeśli się dobrze poznamy, będziemy się rozumieć.

Jakie zasady są najważniejsze?

Pies musi znać hierarchię, że najpierw jest pan, a później on. Musi też mieć poczucie bezpieczeństwa. Wszystko pozostałe buduje się na tej bazie.

Jak tę hierarchię budować?

Na przykład moje trzy psy śpią do tej godziny, do której ja, a nie odwrotnie. Kiedy rano idziemy na spacer, wiedzą, że najpierw nastawiam wodę na kawę, a one czekają cierpliwie. Przez drzwi też pierwszy wychodzi pan, później pies. Kiedy wracam do domu, psy czekają, aż ściągnę kurtkę, buty, przyniosę zakupy, dopiero później są przywitania i głaskanie. Wszystko ma swoją kolejność ustaloną przez człowieka, a nie odwrotnie. Natomiast poczucie bezpieczeństwa buduje się między innymi poprzez rutynę. Często klienci dzwonią do mnie i mówią: „Będziemy mieli wolne w pracy, chcemy zaadoptować/kupić psa”. Mówię im, żeby to zrobili, ale bez trybu urlopowego. Bo pies się przyzwyczai, że pan cały czas jest w domu, ma go obok siebie i nagle któregoś dnia pobudka o szóstej, bieganie, szybki spacer, a później pani mówi: „Ojoj, zostań, mamusia wróci, mamusia cię kocha, nie martw się, tu masz miskę z wodą i czekaj”. Z tego słowotoku pies nic nie rozumie, napędza on tylko jego niepokój, bo pies odczytuje ludzkie emocje. Skoro powiedziała tak dużo i szybko, to chyba niedobrze. W dodatku nagle zniknęła, nie ma jej tyle godzin. Co się stało? Pies jest zdezorientowany. Mogą pojawić się lęki separacyjne, a w efekcie obgryzanie różnego rodzaju przedmiotów, uciążliwe szczekanie. Sąsiedzi się denerwują, denerwuje się właściciel, denerwuje się pies. I czasem może być po miłości.

Jak do tego nie dopuścić?

Tak jak powiedziałem, najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Jego zaburzenie powoduje większość psich problemów. Poczucie bezpieczeństwa buduje rutyna, ale mądra, czyli czasami łamana dla dobra czworonoga, tak, byśmy nie stali się zakładnikami swojego pupila i aby on nie stał się zakładnikiem naszych reguł. Na przykład moje psy dostają jedzenie o różnych porach. Rankiem zależy to od godziny, do której śpimy, a wieczorem od tego, kiedy uda mi się wrócić z pracy – raz jest to dwudziesta, innym razem po północy. Ale cokolwiek by się nie stało, wiedzą, że pan kiedyś przyjedzie i kolacja będzie.

Powiedział pan, że zwierzaki doskonale odbierają emocje właścicieli i chyba też często są ich nośnikiem…

Oczywiście. Jedna z moich znajomych ma suczkę o imieniu Sara, która kocha wszystkich, wszystkim wchodzi na kolana, oczekuje zabawy i pieszczot. Ale pewnego dnia znajoma dzwoni i mówi, że Sara chce zagryźć jej bratową, która przyjechała z wizytą. Odpowiedziałem, że czasem przy psie nie warto mówić wszystkiego, bo weźmie to sobie do psiego serca. I najwyraźniej moja znajoma nie lubi bratowej, o czym jej pies doskonale wie. Przyznała, że faktycznie na nią patrzeć nie może. Doradziłem jej, że musi zmienić swoje nastawienie i musi bratową pokochać, jeśli jej pies też ma zmienić podejście. Psy często swoim zachowaniem ustawiają się do konkretnych ludzi tak, jak ich właściciele. Podczas konsultacji w Krakowie miałem klientkę, która twierdziła, że jej owczarek niemiecki, będąc na smyczy, atakuje inne psy. Wybraliśmy się na spacer, kiedy zbliżał się inny czworonóg, właścicielka owczarka zatrzymywała się, ściągała smycz i mówiła: Nie wolno! Spokój! Pies nie rozumiał słów, ale ściągnięta smycz komunikowała mu, że zaraz będzie coś się działo, ma pilnować i atakować. Problemem nie był pies, ale emocje jego pani. Zwierzęta są świetnymi psychologami. Moją Rosę zabieram do znajomych i zawsze znajdzie sobie „ofiarę”, „najsłabsze ogniwo”, kogoś, kto nie potrafi odmawiać i będzie ją głaskać godzinami. Ze mną takich numerów nie próbuje, bo zna moje zasady.

Zoopsycholog przygotowuje też psy do adopcji.

Kiedy w przypadku problemów powinien wkroczyć psi behawiorysta?

Często ludzie do mnie mówią: „Jest pan naszą ostatnią deską ratunku”. To błąd, zoopsycholog powinien być pierwszą deską ratunku. Powinien wkraczać do akcji przed eskalacją problemu. Jeżeli szybko zaczniemy pracę z psem i właścicielami, to szybko możemy wyjść na prostą. A kiedy pies nabierze przyzwyczajeń, kiedy już go popsuliśmy, trudniej będzie go oduczyć złych nawyków. Ludzie by chcieli, bym zabrał psa do siebie, „naprawił” i oddał im ideał. To tak nie działa, to nie tylko pies musi być „naprawiony”, ale także jego relacja z właścicielami.

Teraz mamy szczególny przedświąteczny czas. Wiele osób na prezent dla bliskich, dla dzieci, wybiera zwierzęta. Przed czym pan by ich przestrzegł?

Zwierzę to nie zabawka, którą możemy odstawić na półkę. Nim się na niego zdecydujemy, powinniśmy rozważyć wszystkie za i przeciw. Przede wszystkim psy żyją długo, więc to obowiązek na wiele lat. Ograniczają możliwość wyjazdów. Generują koszty, bo potrzebują dobrego jedzenia – nie takiego z marketów, wymagają opieki weterynaryjnej. Mają swoje potrzeby – przede wszystkim muszą codziennie bez względu na pogodę wychodzić na spacery i to poza podwórko, na teren nowy, który daje im bodźce węchowe i przez to stymuluje mózg. Wymagają czasu i uwagi.
Ale z drugiej strony, psy są doskonałym antydepresantem i najlepszą motywacją do aktywnego życia.

Marcel Midura jest właścicielem trzech psów. Na zdjęciu z Bellą, pirenejskim psem górskim.

Jeśli już jesteśmy pewni, że chcemy mieć psa, to jakiego wybrać?

Zdarza się często, że ludzie wybierając psa, patrzą przede wszystkim na jego wygląd albo na modę, bo chcą czymś zabłysnąć na Facebooku. Najważniejsze są jednak psi charakter i potrzeby. Dowiedzmy się co to za rasa, do czego została stworzona, jakie ma predyspozycje, czy damy radę z takim psem? Psie rasy nie wzięły się same z siebie, ale wyhodował je człowiek w konkretnym celu. Na przykład bardzo modne yorki, które teraz są uważane za psy kanapowe, a na spacerach noszone na rękach, to psy myśliwskie, które miały polować na szczury i myszy. Zostały zminiaturyzowane, ale charakter im został i dlatego są takie waleczne. Labradory z kolei wcale nie są z urodzenia psami rodzinnymi jak się zwykło uważać, są aporterami. Zaś syberiany husky’ie to psy dla bardzo aktywnych ludzi, które muszą codziennie pokonać wiele kilometrów, inaczej będą miały tendencje do uciekania. Choć jeden z moich psów jest rasowy, polecam kundelki, szczególnie adoptowane ze schronisk, bo one są niezwykle mądre i oddane.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Milena Zatylna

Wstecz O drogowym korytarzu życia
Dalej Nowe smaki i nagrody