Zawód i pasja


Justyna Medyńska od niedawna jest mieszkanką Wołczyna. Szyje ubranka dla dzieci niemal z całego świata.

Jak twierdzi przywyknięcie do małego miasteczka, po tym jak przyjechała z Olsztyna, a później Opola nie było łatwe. Teraz ma tu wszystko, co jest potrzebne do życia: rodzinę, którą stawia zawsze na pierwszym miejscu oraz swój zakład pracy.
Wraz z mężem osiedli w Wołczynie ze względów ekonomicznych – w Opolu było za drogo. Mieszkają w mieszkaniu teściowej, a na stryszku pani Justyna ma swój krawiecki warsztat pracy.
Z mężem poznali się w Opolu, gdzie pani Justyna studiowała inżynierię chemiczną i procesową na Politechnice Opolskiej, a jej mąż dziennikarstwo we Wrocławiu.Rzeczywiście chemia ma niewiele wspólnego z krawiectwem, chociaż w materiałoznawstwie jest ona jak najbardziej obecna – zauważa.
Studiów nie udało się obojgu ukończyć. Na świat przyszła ich pierwsza córeczka. Mąż pani Justyny musiał się skupić tylko na pracy, ona zajęła się dzieckiem.

Ale miałam swoją maszynę do szycia i próbowałam w wolnym czasie szyć kaftaniki – opowiada.
Zamiłowanie do szycia otrzymała w „kodzie genetycznym” od babci, która po wojnie szyła dla mieszkańców Olsztyna. Pani Justyna pamięta starego Singera, pod którym chowała się z kuzynami i zastanawiała, jak to się dzieje, że magiczne koło napędza maszynę, która tak szybko obrzuca materiał nitką.

Później brakowało mi odwagi, żeby samemu zacząć szyć, miałam już nawet umówioną wizytę u cioci, jeszcze na Warmii, która chciała nauczyć mnie tej sztuki – wspomina.
Pani Justyna przełamała się, gdy urodziła się jej pierwsza córka. Zaczęła coraz częściej szyć dla niej.

Kupowałam też książki o modelowaniu, konstrukcji odzieży, w jaki sposób tworzyć wykroje, to mnie tak pochłonęło, że zaczęłam projektować – opowiada.
Gdy przyjechała do Wołczyna i zobaczyła pomieszczenie na ulicy Namysłowskiej, od razu wiedziała, że jest to doskonałe miejsce na urządzenie przyszłego warsztatu pracy. Jednak potrzebne były na to pieniądze i wiedza. Na początek zrobiła kurs konstrukcji i projektowania odzieży w Zespole Szkół nr 1 we Wrocławiu. Teraz kontynuuje naukę zaocznie. Za rok powinna zdobyć dyplom.
Warsztat urządziła dzięki dotacji otrzymanej w Powiatowym Urzędzie Pracy w Kluczborku. Od dwóch lat prowadzi firmę.
Na stryszku znajdują się dwa owerloki do dzianin, do tkanin, można szyć na trzy i pięć nitek, pomiędzy maszynami do szycia stoi bujaczek – to na wypadek, gdy córeczka zaśnie.

Obecnie zajmuję się szyciem odzieży dziecięcej, chciałabym jednak podnieść poprzeczkę i zacząć szyć też dla dorosłych – zdradza. – To będą sukienki, bluzy, kurtki. Z dziećmi jest o tyle łatwiej, że moje własne są doskonałymi modelami i testerami materiałów.
Sama rysuje, później tworzy szablon, na jego podstawie kroi i zszywa, jak twierdzi najważniejsze są detale.

Chcę, żeby one mnie wyróżniały i były odpowiednio wykonane – zaznacza. – Co mnie wyróżnia? Dla dzieci szyję ubranka tylko z bawełny, nie uznaję poliestru, lubię wiskozę i wełnę.
Obecnie panuje moda na odzież stylizowaną na retro, takie akcenty są obecne u pani Justyny.

Wracamy do korzeni, dużo jest falbanek, zapięć na guziki – odchodzimy do stylu bardzo nowoczesnego – mówi.
Większość odzieży wykonanej przez siebie sprzedaje za pośrednictwem internetu.

Znalazła mnie w pani z Australii, która zamówiła ponczo z pomponami oraz dla dzieci zestaw sukienek, wszystko wykonałam na podstawie zdjęcia – zdradza.
Zdarzały się również nietypowe zamówienia, na przykład na stroje karnawałowe, kostium dinozaura oraz syrenkę.
Obecnie pani Justyna przygotowuję się do Orszaku Trzech Króli w Wołczynie, gdzie po głównych uroczystościach będzie można znaleźć jej stoisko, na którym zaprezentuje swoją odzież.

W związku z tym muszę przygotować trochę nowych ubranek – opowiada. – Sukienki i spódnice, to będzie zalążek tego, czego można się spodziewać, szablony są już przygotowane. To będzie cały przekrój tego, czym się zajmuję.
Szyje, gdy starsze dzieci są w przedszkolu, a czasem nocą.

Praca jest odskocznią od codzienności i pasją – mówi.
Lubi też śpiewać w chórze, w kościele pw. św. Teresy.

Cieszę się, że mogę realizować się na różnych polach, życzę wszystkim mamom, żeby odnalazły swoje zainteresowania – dodaje Justyna Medyńska.
WD

Wstecz Życie bez taryfy ulgowej
Dalej Czerwone róże, róże są … - zakochana w kwiatach