Świadek historii


Stanisław Smyk z żoną Heleną od 70 lat są małżeństwem. Pan Stanisław, zanim zamieszkał w Gierałcicach, przeszedł różne koleje losu.

Urodził się w Mikułowicach w powiecie opoczyńskim. Gdy wybuchła II wojna światowa, skończył trzecią klasę szkoły podstawowej.Lubiłem śpiewać i uczyć się, niestety wojna to przerwała – opowiada.
Pan Stanisław pamięta do dziś słowa pieśni „Jedzie na Kasztance”, uroczystości z okazji 3 Maja, gdy z kolegami na apelu machali biało-czerwonymi chorągiewkami.
Posiada doskonałą pamięć, mimo 92 lat.

Moja starsza siostra Helena brała udział w Powstaniu Warszawskim, była sanitariuszką – wspomina. – Pamiętam jak dwóch powstańców wróciło do naszej wsi i powiedzieli, że widzieli Helę zastrzeloną na chodniku w Warszawie. Wszyscy płakali.
Jakaż była radość, gdy siostra za miesiąc pojawiła się w drzwiach domu.
Od tego czasu zaczęła się przygoda młodego Stasia z partyzantką.

Kiedyś zaskoczyłem siostrę, gdy czyściła pistolet – opowiada. – Powiedziała, żebym nikomu o tym nie mówił, nawet najbliższemu przyjacielowi.
Siostra młodego Stanisława poszła do lasu i wciągnęła brata do partyzantki. Coraz częściej gestapo wypytywało o nią rodziców.
Mając 15 lat, Stanisław Smyk został łącznikiem. Nosił korespondencję partyzantom.
W końcu poszedł na służbę do rolnika, który miał kontakty z volksdeutschami, a że poruszali oni różne tematy strategiczne, Stanisław przekazywał je z narażeniem życia siostrze.

Ona meldowała Kazimierzowi Kwiatkowskiemu, naszemu komendantowi -wspomina. – Nosiłem korespondencję do nadleśnictwa. Gestapo z volksdeutschami nachodziło coraz częściej rodziców i pytało o siostrę.
W końcu pod Tomaszowem Mazowieckim aresztowano partyzantów polskich na gajówce. Obława odbyła się nad ranem.

W nocy szedłem z meldunkiem do tej leśniczówki – opowiada. – Cudem uniknąłem śmierci. Niemcy za karę spalili po raz drugi naszą wieś.
Po wojnie pojechał na Zachód, tak się mówiło na tzw. Ziemie Odzyskane.

Przyjechałem zobaczyć ten region i tu poznałem Helenę, przyszłą żonę – opowiada. – Myślała, że przyjechałem na handel, a ja nie myślałem, ani o handlu, ani o żeniaczce, bardziej ciekawość mnie tu przywiodła.
Jak się później okazało, mylił się. 12 lutego 1950 roku wzięli ślub.
Mieszkali w Wierzchach, później w Wołczynie i Gierałcicach, razem pracowali w „Linopłycie”. Później pan Stanisław podjął pracę w firmie budowlanej, a następnie w Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej w Wołczynie.
Cały czas prowadził też gospodarstwo.

Mieliśmy swoje krowy, świnki – w sumie życie było ciężkie, ale wesołe – wspomina.
Pan Stanisław dalej jeździ na rowerze. Droga z Gierałcic do Wołczyna zajmuje mu tylko 10 minut.
Na święta Bożego Narodzenia, jak co roku będzie gwarno, a to za sprawą prawnuków, których państwo Smykowie mają dziewięcioro. Dwa lata temu z myślą o nich wykonał scyzorykiem szopkę bożonarodzeniową, lalki uszyła pani Helena. Szopkę pan Stanisław przekazał Wołczyńskiemu Ośrodkowi Kultury.
Jest już jednym z nielicznych w gminie Wołczyn członków Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych w randze podporucznika. Co roku bierze udział w uroczystościach patriotycznych w Wołczynie. W Szkole Podstawowej nr 1 prowadził cykl „Spotkania ze świadkiem historii”.

Był wielokrotnie gościem w naszej placówce – wspomina Celina Zając, emerytowana dyrektor szkoły. – Dla dzieci był bohaterem, który walczył o wolność Polski, narażając swe życie.
Państwo Smykowie mają czworo dzieci – dwóch synów i dwie córki oraz siedmioro wnuków.
WD

Wstecz Nowe smaki i nagrody
Dalej Życie bez taryfy ulgowej