Owocne dwadzieścia pięć lat


Dorota i Józef Liberowie od dwudziestu pięciu lat prowadzą rodzinną firmę, która produkuje okna, drzwi i rolety. Swoje produkty sprzedają nie tylko w Polsce, ale także w Europie Zachodniej, a nawet… w Maroku.

Wiele okoliczności miało wpływ na powstanie firmy. Z wykształcenia jestem technikiem budowy maszyn – opowiada Józef Libera. – Po maturze pracowałem, ale zarabiałem marnie. Byliśmy świeżo po ślubie, potrzebowaliśmy pieniędzy na małżeński start, dlatego zdecydowaliśmy się wyjechać do Niemiec.
Był 1990 rok. Dzięki pomocy brata Piotra pan Józef dostał pracę w firmie Schüco, zajmującej się produkcją i montażem plastikowych okien.

Tego fachu uczyłem się od podstaw, nigdy wcześniej nie miałem z nim do czynienia – wspomina pan Józef. – Praca była dobrze płatna i ciekawa – jeździliśmy po całych Niemczech na montaże. Za każdym razem pracowaliśmy w innym miejscu. Miałem wspaniałego szefa, od którego wiele się nauczyłem i wspaniałych współpracowników. Jednym z nich był Józef Fitzner, z którym przyjaźnię się do dziś.
Józef Libera ma pamiątkę z tamtych czasów – to banknot o nominale 5 marek niemieckich.

To mój pierwszy napiwek, który dostałem od jednego z klientów – tłumaczy. – Zostawiłem je na szczęście.
Nie zawsze było dobrze.

Mieszkaliśmy w maleńkim pokoju z córką, mąż w poniedziałek jechał w delegację i wracał w piątek – opowiada Dorota Libera. – Nie było telefonów komórkowych, nie miałam z kim porozmawiać. Jak dziecko było chore, byłam zdana sama na siebie.
W 1994 roku państwo Liberowie podjęli decyzję o powrocie do Polski.

Postanowiłem założyć firmę zajmującą się produkcją plastikowych okien – relacjonuje pan Józef. – Wówczas w Polsce jeszcze nie były popularne. Wiedziałem, że prędzej czy później wejdą na rynek, bo przyjęły się w Niemczech Wschodnich, gdzie jeździliśmy na montaże.
Decyzja państwa Liberów spotkała się ze sporym zdziwieniem ich znajomych.

Był to czas, kiedy większość jechała w przeciwną stronę, do Niemiec – opowiada pan Józef. – W Polsce był chaos, inflacja, duża niepewność. Firmy powstawały i upadały. Jednak postawiłem wszystko na jedną kartę.

Obawy były duże, ale jak to mówią, kto nie ryzykuje, nie pije szampana – dodaje pani Dorota.
Odłożone pieniądze państwo Liberowie zainwestowali w firmę.

Sakiewka była pełna, zakupiłem busa transportera oraz narzędzia do montażu okien – niektóre służą nam do dziś – mówi Józef Libera. – W Bażanach, na siedemnastoarowej działce, którą żona dostała od rodziców, rozpoczęliśmy budowę zakładu produkcyjnego. Pracy było mnóstwo, bo najpierw musieliśmy wyburzyć stare szopki.
Głównym majstrem, który nadzorował budowę, był teść pana Józefa, Jerzy Singer.

Zakład fryzjerski, który wybudował mojej żonie, z bólem jej serca został przekształcony w biuro, a ona krok po kroku wdrażała się w firmę – opowiada przedsiębiorca.
Firma rozpoczęła działalność pod nazwą Bauteil.

Pamiętam jak w 1994 roku byłem ją zarejestrować, urzędnik spytał, co ta nazwa znaczy – mówi Józef Libera. – Wyjaśniłem, że z języka niemieckiego oznacza część prac budowlanych, polegających właśnie na montażu okien. Urzędnik stwierdził, że musi zgłosić się do mnie. Dotrzymał słowa, był jednym z pierwszych klientów.
Tak jak przewidywał Józef Libera, plastikowe okna w Polsce przyjęły się bardzo szybko. Firma na brak zleceń nie narzekała. Okazało się, że 17-arowa działka nie jest w stanie pomieścić całej infrastruktury.

W 2007 roku podjęliśmy decyzję o przeniesieniu firmy do Kujakowic Górnych, tym razem do mojego rodzinnego domu – relacjonuje przedsiębiorca. – Postanowiliśmy przekształcić gospodarstwo rolne w zakład produkcji okien, drzwi i rolet.
I znów powtórka – budowanie od zera, rozbiórka starych szop i stodół. Budowa prowadzona była przy pomocy rodziny – nadzorował ją ojciec pana Józefa, Edmund Libera. Pomagał również teść, córka Klaudia i przyszły zięć Krzysztof Kuzaj. Ocieplali poddasze, a syn Kewin przy pomocy koparki prowadził prace ziemne.

W 2009 roku, po piętnastu latach działalności w Bażanach, produkcja została przeniesiona pod nowy adres – mówi Józef Libera. – Zmieniła się też nazwa – od tej pory markuję ją swoim nazwiskiem – Okna Libera.
Firma rozszerzyła swoją ofertę o dział moskitier, który prowadzi siostra pana Józefa, Sylwia Nowak.
Zakład nie traci impetu. Sprzedaje i montuje swoje produkty nie tylko w Polsce, ale także w Szwajcarii, Niemczech, Holandii.

W tej chwili jest gotowy transport do Włoch – informuje właściciel. – Najdalej nasze okna jechały aż do Maroka.
Co zrobić, by utrzymać się na rynku tyle lat, przy rosnących wymaganiach klientów i niemałej konkurencji?

Obliczyłem, że przez ten czas w Kluczborku istniało około dziesięciu firm zajmujących się produkcją i montażem okien – mówi Józef Libera. – Większości już nie ma. Myślę, że sukces ma kilka składowych.
Po pierwsze zakład z Kujakowic współpracuje z najlepszymi w branży. Stosuje profile Schüco, profile aluminiowe „Yawal”, rolety Aluprof, dachy TS – alu, okucia Winkhaus, silniki roletowe Selve i szyby Opolglass. Marki tych firm pozwalają na zdobycie rynków zagranicznych.
Ważna jest też atmosfera w pracy.

Na jubileuszowej uroczystości obecni byli przedstawiciele firm, z którymi współpracują Dorota i Józef Liberowie.

Mój niemiecki szef cierpliwie wprowadzał mnie w zawód wspomina Józef Libera. – Zawsze powtarzał – „najważniejszy jest człowiek, a dopiero później firma”. Należy pracować powoli, ale dokładnie. To bardzo mądre rady, które przejąłem od niego. Prowadzę firmę rodzinną, która jest czymś więcej niż miejscem zarobku. Pracownicy są zaangażowani. Dbają, pilnują, utożsamiają się z nią.
Niezwykle istotna jest jakość pracy.

Przez drobiazgi można stracić klienta – mówi Józef Libera. – Zwracam uwagę pracownikom, że wszystko musi być wykonane z najwyższą starannością.

Nie bez znaczenia jest komunikacja z klientem – dodaje pani Dorota. – Trzeba mieć dla niego czas i cierpliwość. Kiedy klienci przyjeżdżają, wyceniamy, opowiadamy, nawet pokazujemy w naszym domu jak się sprawdzają poszczególne rozwiązania. Wielu z nich mówi: „To już nigdzie nie idziemy, zamawiamy u was”.
To nie wszystko.

Moim mottem są słowa „Ora et labora”, czyli „Módl się i pracuj” – zdradza pan Józef. – Przekazał mi je ojciec i dodawał: „Wtedy szczęście osiągniesz i dobrze Ci będzie”.
Firma Doroty i Józefa Libera nie zamierza osiąść na laurach.

Obecnie rozpoczynamy drugi etap rozbudowy firmy – mówią przedsiębiorcy. – Mamy w planach powiększenie i modernizację pomieszczenia wystawowego, oddanie do odbioru nowej hali szklenia, kontroli jakości okien, zagospodarowanie poddasza na pomieszczenia biurowo-konferencyjne, przearanżowanie podwórka oraz pozostałych budynków gospodarstwa rolnego na budynki produkcyjno-magazynowe.
Mimo wielu służbowych obowiązków, państwo Liberowie angażują się społecznie. Można powiedzieć, że wszędzie ich pełno. Pani Dorota jest założycielką kujakowickiego Koła Gospodyń Wiejskich. Doprowadziła do otwarcia w Kujakowicach izby regionalnej. Pan Józef gra w Orkiestrze Dętej w Bażanach, prowadzi zespół wokalno-instrumentalny, jest członkiem rady parafialnej i prowadzi scholę dziecięcą.
Jubileusz firmy miał uroczysty charakter. Przedstawiciele handlowi, montażyści i pracownicy spotkali się w Pałacu Pawłowice. Był czas na wspomnienia, gratulacje i podziękowania za owocne ćwierćwiecze.
MZ

Wstecz Słynne miejscowe lekarstwo
Dalej Burmistrz ambasadorem