Ich gospodarstwo jest superbezpieczne


Państwo Violetta i Norbert Jantosowie zostali laureatami konkursu Bezpieczne Gospodarstwo Rolne. Zdobyli pierwsze miejsca na etapie powiatowym i wojewódzkim, a na etapie centralnym znaleźli się w gronie wyróżnionych.

Państwo Violetta i Norbert Jantosowie od dwudziestu siedmiu lat prowadzą gospodarstwo rolne. Na 50 hektarach ziemi uprawiają przede wszystkim pszenicę i rzepak. Na tym miejscu gospodarzył jeszcze mój ojciec, a przed nim dziadek i pradziadek – wyjaśnia pan Norbert. – Skończyłem szkołę rolniczą i wówczas ojciec przepisał gospodarstwo na mnie. Żona wprawdzie jest miastowa, ale zawsze marzyła o tym, żeby mieszkać na wsi. Praca w gospodarstwie jest naszą pasją.
I to widać. Podwórze lśni czystością. Wszystko zadbane, uprzątnięte, bardzo estetyczne. Uwagę przyciąga malowniczy kącik rekreacyjny – oczko wodne, pomost, altana, zatopiona w wybarwiającym się właśnie dzikim winie.
Nic dziwnego, że właściciele sięgnęli po laury w ogólnopolskim konkursie Bezpieczne Gospodarstwo Rolne, który corocznie organizowany jest przez Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego.

Wystartowaliśmy za namową pań z Placówki Terenowej KRUS w Kluczborku – mówi Violetta Janos. – Namawiały nas kilka lat.

W tym roku zgodziliśmy się, ale myśleliśmy, że na etapie powiatowym skończy się nasza przygoda – opowiada Norbert Jantos. – Nigdy nie przypuszczaliśmy, że dojdziemy aż do etapu centralnego.
Państwo Jantosowie, jak sami mówią, cenią minimalizm i systematyczną pracę.

Jak coś jest do wyrzucenia, wyrzucamy, nie gromadzimy niepotrzebnych rzeczy, bo wtedy łatwiej o porządek i bezpieczeństwo – tłumaczy pani Violetta. – Sprzątamy i remontujemy na bieżąco. Jak coś jest do zrobienia, robimy. Poprawiamy i unowocześniamy nasze gospodarstwo od dwudziestu siedmiu lat. Nie można odpuszczać, bo robią się zaległości.

Po sezonie sprzęt myję, co jest do naprawienia, to naprawiam – wyjaśnia pan Norbert. – Czas szybko mija, a maszyny muszą być przyszykowane na następny sezon, żeby tylko zapiąć do ciągnika i wyjechać. Niczego nie odkładam na później.
Dlatego do konkursu nie musieli specjalnie się przygotowywać. Podczas każdego etapu rywalizacji gospodarstwo oceniane było przez kilkuosobową komisję.

Ich członkowie sprawdzali bardzo gruntownie estetykę i bezpieczeństwo w naszym obejściu oraz we wszystkich pomieszczeniach gospodarczych – relacjonują państwo Jantosowie. – Członkom komisji nic nie umknęło. Wychwytywali każde niedociągnięcie.
Każde z oceniających gremiów informowało gospodarzy o tym, co trzeba by poprawić, by było bardziej bezpiecznie.

U nas nie było jakiś kardynalnych błędów i niedociągnięć, raczej drobne poprawki – wyjaśnia pani Violetta. – Wykonywaliśmy je na bieżąco. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, że niektóre drobnostki mogą mieć wpływ na bezpieczeństwo. Na przykład gwoździe wbite w ścianę dawno temu. Może jeszcze za czasów teściów, a może i dziadków? Wprawdzie codziennie koło nich przechodziliśmy, ale nie widzieliśmy takich błahostek. Okazuje się, że one też mogły stwarzać duże zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia.

A na przykład w pomieszczeniu, w którym trzymamy środki ochrony roślin, mieliśmy piękną drewnianą szafkę z półkami – mówi pan Norbert. – Ja ją zrobiłem, żona pomalowała, byliśmy z niej bardzo dumni. Okazało się, że szafka powinna być metalowa, bo gdyby któryś z preparatów się rozlał, płyn, często trujący, wsiąkłby w drewno. O tym nie pomyśleliśmy, choć teraz wydaje się to być uzasadnione i logiczne.
Członkowie komisji sprawdzali m.in. stan techniczny maszyn, ważność dokumentów, czy opryskiwacz ma atest dopuszczający go do użytku, a użytkownik kurs na wykonywanie oprysków, czy sprzęty są zarejestrowane, czy ciągnik odpali, a także jaki jest stan nawierzchni podwórza i pomieszczeń gospodarczych – te u państwa Jantosów są równiutkie jak w sali balowej. Bardzo ważny jest też stan instalacji elektrycznej i kabli.

Ponadto każde pomieszczenie musi być opisane, niskie stropy i wysokie progi odpowiednio oznaczone tabliczkami ostrzegawczymi i żółtymi taśmami – wyliczają państwo Jantosowie. – Przy schodach powyżej pięciu stopni muszą być metalowe poręcze. Środki ochrony roślin należy trzymać w osobnym magazynie, oznaczonym, na drzwiach którego dodatkowo powinny znajdować się wywietrzniki i informacja, że nieupoważnionym wstęp wzbroniony. Ważny jest też zbiornik na paliwo – musi on być dwupłaszczowy, umieszczony na zewnątrz, blisko gaśnicy i odpowiednio wyposażonego miejsca przeciwpożarowego. U nas tak jest.
Aby było jeszcze bezpieczniej, pan Norbert do każdej przyczepy dorobił drabinki i podesty.

Istotna jest też technika pracy – mówią. – My pracujemy tak, by się nie spieszyć. Wszystko dokładnie planujemy, żeby uniknąć nerwowości i stresu. To również zmniejsza ryzyko wypadków. Na szczęście nieszczęśliwe zdarzenia nas omijają.
Państwo Jantosowie podkreślają, że udział w konkursie był dla nich wspaniałą przygodą.

Otrzymaliśmy mnóstwo wartościowych i przydatnych w gospodarstwie nagród, spotkaliśmy się z panem prezydentem Andrzejem Dudą, pod którego patronatem odbywał się konkurs, zwiedziliśmy Belweder – opowiadają laureaci. – Ale zyskało też nasze gospodarstwo, bo jest teraz superbezpieczne, dzięki radom ekspertów z komisji, które nas odwiedziły. Dlatego zachęcamy wszystkich rolników do udziału w tym konkursie, bo naprawdę warto.
Milena Zatylna

Wstecz Wyczarowywali istne delikatesy
Dalej Cztery powieści w dwa lata