Chcą odzyskać „swoją” szkołę


Grupa mieszkańców rozpoczęła starania, by odzyskać na potrzeby wsi część budynku po byłej szkole podstawowej, która kiedyś została wybudowana w czynie społecznym.

Inicjatorem starań i ich motorem napędowym jest Stanisław Molski, który – jako czternastolatek – pracował przy budowie szkoły.Rozpoczęliśmy w kwietniu pięćdziesiątego siódmego roku – wspomina pan Stanisław. – Poza wsią stał budynek po byłej strażnicy wojskowej. Rozebraliśmy dawne koszary i zdobyliśmy czterdzieści tysięcy cegieł – sto sześćdziesiąt ton ładunku. Dziennie „wyrabiałem” do czterystu sztuk, a pracowałem przez dwanaście dni.
Mieszkańcy znaleźli również działkę, nie dostali jednak pozwolenia na budowę.

Dwa i pół kilometra od tego miejsca była szkoła w Żytniowie – tłumaczy Stanisław Molski, kiedyś przez kilka kadencji radny. – A to za blisko, żeby wybudować kolejną, u nas.
Wówczas z pomocą przyszedł – nie żyjący już – Stanisław Kos.

Oddał swoją działkę rolną w zamian za inną, oddaloną ponad dwa kilometry od domu – przypomina mieszkaniec Jelonek.
Stanisław Molski ocenia, że siedemdziesiąt procent udziału w budowie miała wieś.

Wtedy nie było takich narzędzi, jak teraz – wspomina pan Stanisław. – Używaliśmy rąk, siekier i młotków. Na wsi w tym czasie był tylko jeden wóz konny na gumowych kołach i kilka na żelaznych. Nie mieliśmy prądu, został założony w sześćdziesiątym drugim roku, już po oddaniu szkoły do użytku. Ojciec przez dwa lata pracował przy niej dzień w dzień. Do dziś z tych, którzy budowali szkołę żyje jeszcze tylko osiem osób.
Piętrowa placówka oświatowa mieściła cztery klasy.

Na parterze znajdowała się sala lekcyjna, na górze mieszkanie nauczyciela – wyjaśnia pan Stanisław. – Szkoła funkcjonowała do początku lat osiemdziesiątych. Później na górze budynku działała klubokawiarnia, a na dole była sala do zajęć sportowych i na zebrania wiejskie. W kolejnych latach najczęściej na parterze znajdowały się sklepy spożywcze. Niestety, nie podołały obciążeniom finansowym, jakie narzucała na nie gmina.
To ona przejęła obiekt pod koniec lat dziewięćdziesiątych.

Nie byłoby nas stać na jego utrzymanie – mówią mieszkańcy. – Gospodarzem budynku miała zostać straż, a my – jako grupa odnowy wsi i koło gospodyń wiejskich – mieliśmy z niego korzystać na zasadzie użyczenia. Jednak nie doszło to do skutku.
Później grupa odnowy wsi korzystała z pomieszczenia na piętrze budynku Ochotniczej Straży Pożarnej, ale współpraca – zdaniem mieszkańców – nie układała się.

Nie docierały do mnie żadne informacje o braku porozumienia – informuje Grzegorz Domański, wójt gminy Rudniki. – Współpraca między strażakami a grupą odnowy wsi układa się pomyślnie. Wiele projektów z lat ubiegłych, a współfinansowanych ze środków Gminnego Programu Odnowy Wsi, było wspólnie realizowanych przez te organizacje. Członkowie OSP i grupy odnowy wsi to niejednokrotnie te same osoby.

Aby się dostać do góry, musimy prosić o klucze od głównego wejścia, które ma tylko prezes – tłumaczy Stanisław Molski. – Ogrzewa ją piec podmuchowy, którego używanie jest bardzo kosztowne.
Do budynku byłej szkoły gmina wprowadziła dwie rodziny, które miały prawo do mieszkań socjalnych.

Mieszkania miały być tymczasowe, jedno na trzy miesiące, a już minęły trzy lata – mówi pan Stanisław. – Na górze mieszka siedem osób, na dole osiem.
Grzegorz Domański wyjaśnia, iż oba mieszkania zostały przydzielone na czas nieokreślony i zgodnie z obowiązującymi przepisami, w tym odpowiednią uchwałą Rady Gminy z 2009 roku.

Zasoby mieszkaniowe małych gmin, takich jak gmina Rudniki, są mocno ograniczone, a jedna z rodzin kwalifikuje się jako rodzina wielodzietna, i dlatego musimy jej zapewnić odpowiedni metraż mieszkania, a to przyznane te wymogi spełnia – informuje Grzegorz Domański.
Mieszkańcy zgłaszają zastrzeżenia do zasadności przydzielenia mieszkania lokatorom na dole budynku.

Kilka osób pracuje, nieźle zarabia, inne dostają 500 plus, co jakiś czas zmieniają samochody – mówią mieszkańcy. – Czyli pieniądze mają.

O kwalifikacji osób lub rodzin do korzystania z systemu pomocy społecznej decydują kryteria dochodowe i dysfunkcje: ubóstwo, sieroctwo, bezdomność, bezrobocie, potrzeby ochrony macierzyństwa lub wielodzietność, trudności w przystosowaniu się do życia po zwolnieniu z zakładu karnego – tłumaczy wójt Domański.
Jakiś czas temu radni podjęli decyzję o potrzebie modernizacji budynku dawnej szkoły i ustalili jej zakres.

Mieszkańcy chcą odzyskać na potrzeby wsi parter tego budynku.

Nie było żadnych konsultacji w tej sprawie – żali się Stanisław Molski. – Jesteśmy potrzebni tylko przed wyborami. W tej sprawie czujemy się potraktowani „z buta”. Rozważamy możliwość zwrócenia się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Zabrano nam dorobek wsi sprzed lat. Chcemy parter budynku odzyskać na potrzeby wsi. Niech gmina znajdzie mieszkania socjalne w Rudnikach, wtedy będzie blisko do szkół, kościoła i marketów, do których teraz ci ludzie jeżdżą taksówkami. Sklep we wsi jest bardzo potrzebny. A nam własny kąt. Teraz spotykamy się w prywatnych mieszkaniach. W gminie Praszka są świetlice wiejskie i funkcjonują bardzo dobrze.

Uważam, że w Jelonkach nie ma potrzeby tworzenia jeszcze jednego miejsca integracji mieszkańców, gdyż temu celowi służy budynek OSP – stwierdza Grzegorz Domański. – Kilka miejscowości naszej gminy – a do tego aktywnych – nie ma takich możliwości i doskwiera im brak pomieszczenia, w których ludzie mogliby się spotykać. Andrzej Szatan

Wstecz Chleb, jak za dawnych lat…
Dalej To było święto teatru