Wilk zginął od kuli


W nocy z 14 na 15 sierpnia na polu otoczonym trzema ambonami został zastrzelony wilk Miko. Ktoś odciął mu głowę, a obrożę z urządzeniem monitorującym zakopał kilkanaście kilometrów dalej.

Wilka Miko udało się uratować z kolizji drogowej pod Toruniem na początku ubiegłego roku. Trafił on wówczas do ośrodka rehabilitacyjnego w Naproku i po wyleczeniu, zaledwie po miesiącu, bo już w marcu, został wypuszczony do Puszczy Bydgoskiej. Monitorowaliśmy go i świetnie sobie radził – mówi dr hab. Sabina Pierużek-Nowak, biolog i prezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. – O tym, że był w dobrej kondycji, świadczy chociażby fakt, iż zawędrował kilkaset kilometrów od Puszczy Bydgoskiej, w okolice Kluczborka i Olesna, do Borów Stobrawskich. Na zastawionych fotopułapkach widzieliśmy między innymi, jak polował na pokarm. Dobrze się zapowiadał.
Niestety, w nocy z 14 na 15 sierpnia Miko został zastrzelony koło Biadacza na terenie obwodu 153 dzierżawionego przez Koło Łowieckie Brzezina z Opola.

Stało się to na polu otoczonym z trzech stron ambonami, na ściernisku, więc to niemożliwe, żeby myśliwy nie wiedział do jakiego zwierzęcia strzela – stwierdza dr hab. Sabina Pierużek-Nowak. – Miko był jak na talerzu, nie miał żadnych szans.
Co więcej, ktoś odciął wilkowi głowę, zdjął obrożę z urządzeniem monitorującym. Obrożę tę zakopał następnie kilkanaście kilometrów dalej – w gminie Lasowice Wielkie – na terenie należącym do Koła Łowieckiego Szarak z Kluczborka.

Niestety, niektóre gatunki zwierząt mają to nieszczęście, że ich części ciała są dla myśliwych cennym trofeum, na przykład poroże u jeleni, kły u słoni – tłumaczy pani biolog. – Należy do nich wilk, a tym cennym trofeum jest dla myśliwych czaszka.
Kiedy zamilkł sygnał z urządzenia monitorującego, Stowarzyszenie zawiadomiło policję.

Wilk jest w Polsce gatunkiem chronionym, a zabicie go bardzo poważnym przestępstwem – mówi dr hab. Sabina Pierużek-Nowak. – Oprócz tego obroża, którą miał na szyi, naszpikowana elektroniką, to bardzo drogie urządzenie. Zostało ono ukradzione i zakopane następnie w ziemi. Ponadto tu nie chodzi tylko o romantyczną warstwę tej historii, że zginął wilk wcześniej przez ludzi uratowany. Tu chodzi o coś więcej. Ten wilk był obiektem badań. Wraz z jego śmiercią bezpowrotnie przepadł cały projekt badawczy. Niestety, badania telemetryczne demaskują ogromną skalę łamania prawa przez myśliwych.
Dzięki gps-owi udało się m.in. ustalić z jakiej ambony oddano śmiertelny strzał do wilka. Być może dane z urządzenia pomogą policji znaleźć sprawcę. Jeszcze nie jest on znany.

Prowadzimy bardzo szerokie działania procesowe i pozaprocesowe pod nadzorem prokuratury – mówi aspirant sztabowy Dawid Gierczyk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kluczborku. – To dla nas sprawa ważna, wręcz prestiżowa. Nie mogę powiedzieć o konkretach naszych działań, ale jesteśmy bardzo blisko wykrycia sprawcy.
W ostatnich dniach na Roztoczu zastrzelony został również Kosy, nazywany najsłynniejszym wilkiem Roztoczańskiego Parku Narodowego, który również był monitorowany przez Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”.
MZ

Wstecz Remont goni remont
Dalej O dziejach jednej granicy