Brak wyników – jest nowy trener


W krótkim czasie MKS rozegrał dwa III-ligowe spotkania. W środę 8 września przegrał w Zdzieszowicach z Ruchem 2-3, zaś w sobotę 21 września zremisowali u siebie 1-1 z Zagłębiem II Lubin.

Początek potyczki z Ruchem był obiecujący dla biało-niebieskich. W 26. min Kamil Nykiel pomylił się tylko minimalnie, a w 32. min przyjezdni objęli prowadzenie – Bartosz Szepeta trafił w poprzeczkę, a skuteczną dobitką popisał się Norbert Jaszczak.W pierwszej połowie graliśmy nieźle – ocenił Dariusz Surmiński, trener kluczborskiej drużyny. – W szatni uczulałem zawodników, że Ruch będzie chciał po przerwie ostro na nas ruszyć.
Tak też się stało. Gospodarze natarli z takim impetem, że w ciągu 12 minut strzelili trzy gole.

Mieliśmy grać agresywnie i nie dopuszczać miejscowych zawodników pod nasze pole karne – tłumaczy trener Surmiński. – Niestety, tych założeń nie zrealizowaliśmy. Prawda jest taka, że po zdobyciu wyrównującej bramki Ruch po prostu nas stłamsił. Nie potrafiliśmy na to odpowiednio zareagować.
Efektem dominacji gospodarzy były kolejne gole. Najpierw (60. min) w polu karnym sfaulowany został Dawid Czapliński, a jedenastkę wykorzystał Marcin Niemczyk, były gracz kluczborskiej ekipy.
W 120 sekund później było już 3-1, gdy Dawid Czapliński posłał piłkę do siatki z ostrego kąta.
MKS po tym ciosie już się nie podniósł, zdołał jedynie zmniejszyć rozmiary przegranej, co w doliczonym czasie gry uczynił Jakub Ryś.
W potyczce z rezerwami ekstraklasowego Zagłębia Lubin kibice MKS-u liczyli na znacznie więcej, niż tylko remis – goście plasują się bowiem w tabeli za biało-niebieskimi. Rywale od pierwszych minut pokazali jednak , iż mają zdolną młodzież i już w 11. min objęli prowadzenie – Marcin Gołębiowski popisał się tak precyzyjnym uderzeniem zza linii pola karnego, że Jakub Szymański nie zdołał nawet zareagować.
W końcowych minutach tej odsłony MKS miał dwie bramkowe sytuacje. Bliski wyrównania był Mateusz Kolbusz, jednak Kacper Bieszczad udanie interweniował. Nie pomylił się natomiast Norbert Jaszczak, który w 40. min w sytuacji sam na sam minął golkipera i było 1-1, choć stojący na linii brakowej obrońca próbował zatrzymać futbolówkę.
Krótko po przerwie w pole karne zapędził się Adam Orłowicz i naprawdę niewiele brakowało, by gospodarze objęli prowadzenie. Później na murawie nie działo się nic godnego uwagi, a walka toczyła się głównie w środku pola.

AS

Wstecz Pokazali swoje bogactwo
Dalej Biesiada w farskiej stodole