Sukces poprzedzony cierpieniem


oznor

Dawid Kajkowski kilka lat temu przeszedł przeszczep nerki. Wcześniej przez długi czas był dializowany. Po zabiegu wykazał wielki hart ducha i niedawno zdobył aż trzy medale światowych zawodów.

Kłopoty ze zdrowiem 25-letniego dziś Dawida Kajkowskiego rozpoczęły się, gdy chodził do gimnazjum.Miałem częste nawroty anginy – wspomina mieszkaniec Kozłowic. – W szpitalu w Opolu zdiagnozowano u mnie ostre kłębuszkowe zapalenie nerek. Było na tyle przewlekłe, że jeździłem na częste kontrole do Wrocławia. Musiałem zmienić tryb życia na bardziej „oszczędny”.
Dotychczas Dawid był bardzo aktywny. Grał w piłkę nożną w nie istniejącym już Ceramiku Kozłowice. Reprezentował szkołę – Liceum Ogólnokształcące w Praszce – na zawodach sportowych.

Niestety, jako młody człowiek nie zawsze słuchałem lekarzy – mówi Dawid Kajkowski. – Podczas zawodów w piłce ręcznej, które rozgrywane były w Kotwicy, zaczęło mi się kręcić w głowie, a przebiegłem zaledwie dwie długości hali. Po powrocie do domu zemdlałem. Wylądowałem w szpitalu w Oleśnie. Okazało się, że moje nerki prawie już nie pracowały, a organizm był bardzo zatruty przez mocznik, fosfor i potas. Zdrowe nerki te substancje by wyczyściły. Miałem bardzo niską hemoglobinę.
Karetką pacjent został przewieziony do szpitala w Opolu.

Tam dostałem bardzo dużo krwi – wspomina 25-latek. – Lekarze stwierdzili, że potrzebuję natychmiastowych dializ, żeby odtruć organizm.
To był 2012 rok.

Aż przez pięć lat byłem dializowany – tłumaczy mieszkaniec Kozłowic. – Trzy razy w tygodniu po cztery godziny specjalna maszyna czyściła moją krew. W Polsce średni okres oczekiwania na przeszczep nerki to półtora roku, ale ja miałem problem z przeciwciałami, bo często przetaczano mi krew. Dlatego był kłopot, aby znaleźć odpowiedniego dawcę. To był najtrudniejszy czas w moim życiu.
Przeszczep rodzinny nie wchodził w grę. Zbawienny telefon zadzwonił w listopadzie 2016 roku.

Pojechałem do Wrocławia i okazało się, że jest dla mnie nerka od zmarłej osoby – wyjaśnia Dawid Kajkowski. – Już po drugiej dobie od operacji lekarze zalecili, abym wstawał z łóżka, żeby zobaczyć, czy organizm regeneruje się. Po piątej dobie mogłem normalnie funkcjonować.
Zalecenie lekarzy było jednoznaczne – żadnej aktywności fizycznej przez co najmniej trzy miesiące.

Po tym czasie rozpocząłem w domu ćwiczenia – mówi Dawid. – Ból był ogromy, bo mięśnie prawie zaniknęły. Po dwóch tygodniach odzyskały sprawność. Zacząłem jeździć na rowerze, powoli truchtać, a później biegać.
Przed dwoma laty kozłowiczanin zaangażował się w akcję „Bieg po Nowe Życie” – jej twarzą jest Przemysław Saleta, który oddał nerkę swojej córce.

Tam dowiedziałem się, że są organizowane mistrzostwa Polski w różnych konkurencjach dla osób po przeszczepach – tłumaczy 25-latek. – Postanowiłem spróbować. Zacząłem nawet chodzić na siłownię.
Wyniki były na tyle dobre, że Dawid Kajkowski zakwalifikował się do 22-osobowej reprezentacji Polski na World Transplant Games 2019, czyli Mistrzostwa Świata Osób po Transplantacji, które pod koniec sierpnia rozgrywano o angielskim Newcastle. Startował w kategorii wiekowej 18-29 lat. Z zawodach uczestniczyło 3,5 tysiąca zawodniczek i zawodników z 37 państw.

Przyjechały osoby po przeszczepach różnych narządów – wspomina Dawid. – Najczęściej nerki, wątroby, płuc i serca. Ale także twarzy lub części ręki. To były moje pierwsze mistrzostwa, rozgrywane już od 1990 roku.
Konkurencje przewidziano przeróżne – jazda na rowerze, dart, piłka nożna, siatkówka, koszykówka, pływanie, lekkoatletyka, tenis stołowy, tenis ziemny, badminton, a nawet golf. Kozłowiczanin wystartował w rzucie piłeczką palantową, pchnięciu kulą oraz rzucie oszczepem.
W tej pierwszej okazał się bezkonkurencyjny – zwyciężył w stawce 12 zawodników z wynikiem 74 m, uzyskanym w drugiej z trzech konkursowych serii.

To nie tylko mój rekord życiowy, ale także rekord tych mistrzostw – tłumaczy triumfator. – Drugiego zawodnika wyprzedziłem o pięć metrów. W kuli, w której rywalizowałem z siedmioma innymi uczestnikami, zdobyłem srebrny medal, także z rekordem życiowym (9,16 m – przyp. red.).
Start w oszczepie również zaowocował srebrnym „krążkiem”. Dał go wynik 32,40 m, uzyskany w ostatniej próbie – nieco słabszy od „życiówki”, ale w tej konkurencji mieszkaniec Kozłowic startował z kontuzją.

Byłem jednym z trzech reprezentantów Polski, którzy na tych zawodach zdobyli po trzy medale – mówi Dawid Kajkowski, także zdobywca 4. miejsca w sztafecie 4×100 m. – Przed startem liczyłem na jakiś medal, ale w najśmielszych snach nie myślałem, że może to być złoto i dodatkowo jeszcze dwa srebra. Te medale to dla mnie nagroda za wygraną walkę z bólem i cierpieniem, za to, że się nie poddawałem w leczeniu. Wiszą w centralnym punkcie mojego pokoju. Udowodniłem samemu sobie, że po przeszczepie można prowadzić normalne życie.
Start w Newcastle kosztował 10 tysięcy złotych.

Mój udział był możliwy dzięki wsparciu gminy Gorzów Śląski, Starostwa Powiatowego w Oleśnie oraz pana Jacka Szecówki – mówi medalista. – Bardzo za tę pomoc dziękuję.
Kolejne mistrzostwa odbędą się za dwa lata w amerykańskim Houston.

Bardzo chciałbym w nich wystartować, ale to będzie ogromnie trudne finansowo przedsięwzięcie – zauważa Dawid. – W wielu krajach starty sportowców po przeszczepach dofinansowuje państwo, ale w Polsce nie.
Potrójnemu medaliście bardzo zależy także na edukacji społeczeństwa.

Prawdę mówiąc niewiele osób wie, czym jest transplantacja – zauważa Dawid Kajkowski. – Niektórzy przyrównują nas do osób niepełnosprawnych. Od zdrowych ludzi różni nas tylko to, że dwa razy dziennie musimy przyjmować leki przeciwodrzutowe. Na wszelkich spotkaniach opowiadamy swoje historie, rozdajemy ulotki promujące transplantologię oraz foldery z tak zwanymi świadectwami woli.
Andrzej Szatan

Wstecz Będą wiedzieli jak pomagać
Dalej Jechali szlakiem dawnych granic