Z podwórka na krajowe boiska


24-letnia Monika Latańska, była futbolistka drugo- i pierwszoligowego ULKS-u Bogdańczowice, zdobyła uprawnienia sędzi asystenta szczebla centralnego piłkarskich rozgrywek kobiet.

Monika Latańska z futbolem żyje za pan brat od najmłodszych lat. Nie unikała rywalizacji z chłopakami.Przeważnie jeździłam z nimi na boisko do Kraskowa – wspomina „Lato”, bo taki pseudonim miała Monika Latańska wśród koleżanek i kolegów. – Po szkole zostawiałam plecak w domu, brałam kanapkę i siadałam na rower. Miałam wtedy dziesięć lat, choć piłkę kopałam już wcześniej. Mój przyjaciel Gniewko uczył mnie wielu zagrań i tricków. Podtrzymywał mnie na duchu i wróżył mi, że coś w piłce zrobię. Niedawno, gdy się spotkaliśmy, powiedział, że jest dumny z moich osiągnięć.
Talent młodej dziewczyny dostrzegł Stanisław Sowa z Ośrodka Sportu i Rekreacji w Kluczborku.

Po zawodach międzyszkolnych podszedł do mnie i powiedział, że fajnie gram i warto, żebym się zapisała do klubu w Bogdańczowicach – mówi Monika Latańska. – Wówczas nawet nie wiedziałam, że w pobliżu Kluczborka jest piłkarska drużyna kobiet.
Już na pierwszych zajęciach trener Mirosław Krzyształowicz przekonał się, że dziewczyna ma zadatki na futbolistkę dużego formatu.

Miłe słowa, które usłyszałam od niego oraz dziewczyn podniosły mnie na duchu i dodały wiary – stwierdza kluczborczanka. – A potem wszystko potoczyło się z górki.
Już w pierwszym ligowym meczu – ULKS grał wówczas w II lidze – „Lato” strzeliła bramkę.

Zwycięską i to lewą nogą – przypomina Monika Latańska. – To był jedyny w mojej karierze gol zdobyty w taki sposób.
Na utalentowaną futbolistkę, regularnie powoływaną do kadry wojewódzkiej, uwagę zaczęły zwracać inne kluby – jako pierwszy Rolnik Głogówek, najbardziej utytułowany piłkarski kobiecy zespół na Opolszczyźnie.

Nie byłam jednak przekonana do zmiany barw klubowych – mówi była już futbolistka.
Później – jesienią 2016 roku – jednak skorzystała z oferty ekstraligowego Zagłębia Lubin, wicemistrza Polski.

Mieszkałam i grałam tam pół roku – opowiada Monika Latańska. – Wystąpiłam we wszystkich meczach rundy wiosennej. Wprawdzie nie strzeliłam żadnej bramki, ale gra na tym poziomie była dla mnie olbrzymim wyróżnieniem i doświadczeniem. Trener był zadowolony z mojej postawy, a szczególnie po meczu z Medykiem Konin, mistrzem Polski, gdy całkowicie wyłączyłam z gry najgroźniejszą zawodniczkę rywalek.
Niestety, kobieca drużyna Zagłębia została rozwiązana. Nastąpił powrót do Bogdańczowic.

Wspomnienia z Lubina mam wspaniałe – mówi Monika Latańska. – To piłkarska bajka, bo drużyna była prowadzona w bardzo profesjonalny sposób.
Nowy sezon w ULKS-ie rozpoczął się wybornie. W Głogówku drużyna z Bogdańczowic przegrywała 0-3 i wtedy „Lato” popisała się hat trickiem. Kolejnym rywalem – na stadionie KKS-u – był zespół z Kolbuszowej. To spotkanie przerwało karierę młodej piłkarki.

W sześćdziesiątej minucie biegłam rozpędzona, chciałam się w jeden chwili zatrzymać i lewe kolano nie wytrzymało – przypomina to feralne zdarzenie kluczborczanka. – Potrzebna była operacja. Już druga, bo wcześniej – w wieku piętnastu lat – zerwałam więzadło krzyżowe prawego kolana. Wtedy, po półrocznej rehabilitacji, podniosłam się, bo byłam bardzo zdeterminowana, by wrócić do gry. Po drugiej kontuzji podjęłam decyzję o zakończeniu kariery. Grałam w Bogdańczowicach dziesięć lat, czerpiąc z tego dużą radość. Jeśli byłam zdrowa, to nie opuściłam żadnego treningu. Doszłam jednak do wniosku, że trzeba wybrać inną drogę rozwoju, bo zdrowie jest najważniejsze.

Monika była perełką, jeśli idzie o umiejętności piłkarskie – komplementuje Mirosław Krzyształowicz, trener ULKS-u. – Miała bardzo dobry przegląd boiska, była skuteczna zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Bywało, że jedną indywidualną akcją potrafiła przechylić szalę zwycięstwa na korzyść zespołu. Wielka szkoda, że podwójna kontuzja zakończyła jej karierę.
Nową drogą w życiu kluczborczanki okazała się praca trenerska. Uprawnienia zdobyła jeszcze w czasie gry w ULKS-ie. Była piłkarka pracuje z najmłodszymi adeptami futbolu w Akademii Piłkarskiej Funball Kluczbork – z trzema grupami dzieci w wieku 3-6 lat.

Wcześniej sądziłam, że nie nadaje się do tej pracy – tłumaczy Monika Latańska. – Tymczasem teraz to moja ogromna pasja. Mamy ze sobą wspaniały kontakt.
Do zrobienia papierów sędziowskich „Latę” przed czterema laty zachęcił Jacek Babiarz, arbiter z Kluczborka.

Zaczynałam od B klasy, najniższego szczebla rozgrywek – mówi pani sędzia. – Takie są zasady. Z meczu na mecz czułam się pewniejsza. Piłkarze życzliwie podchodzili i podchodzą do mojej pracy. Mówią nawet, że kobieta łagodzi napięcia na boisku.
Po tegorocznych półfinałach mistrzostw Polski dziewcząt do lat 14, które rozgrywane były w Pniewach, Monika Latańska otrzymała propozycję zrobienia uprawnień sędzi asystenta szczebla centralnego.

Do egzaminu przygotowywałam się przez miesiąc – wyjaśnia kluczborczanka. – Dużo biegałam, studiowałam przepisy gry, które ostatnio się zmieniły. Mimo to jechałam do Warszawy zestresowana. Pisemny egzamin teoretyczny napisałam na maksa. Odpowiedziałam prawidłowo na trzydzieści pytań. Drugiego dnia, w Mińsku Mazowieckim, był bieg – cztery kilometry w odcinkach interwałowych. Ukończyłam go w czołówce. Później miałam jeszcze specjalny test dla sędzi asystenta. Nie ukrywam, że po obu byłam z siebie bardzo zadowolona. Egzamin zdałam.
Dzięki temu Monika Latańska od nowego sezonu będzie mogła biegać z chorągiewką jako sędzia asystent w meczach I ligi i ekstraligi. Oczywiście nadal zachowa prawo „gwizdania” męskich spotkań w niższych ligach województwa opolskiego.

Nie mogę się już doczekać inauguracji kobiecych rozgrywek – podsumowuje 24-latka. – Nie wykluczam, że za jakiś czas będę się starała o uprawnienia do prowadzenia meczów najwyższego szczebla jako sędzia główna. Chcę realizować swoje marzenia małymi krokami.
Na Opolszczyźnie – oprócz Moniki Latańskiej – podobne „papiery” mają jeszcze cztery panie: Anna Kalita, Dorota Dymek, Katarzyna Gaweł (także była zawodniczka ULKS-u Bogdańczowice) oraz Nikola Stokłosa.
Andrzej Szatan

Wstecz Były wzloty i upadki
Dalej 10 tysięcy dla Hetmana