Świat z innej perspektywy


Piotr Dudek z zawodu jest grafikiem, absolwentem Wyższej Szkoły Sztuki i Projektowania w Łodzi. Od 10 lat prowadzi studio reklamowe „Dudi”. Jego pozazawodową pasją są drony. Lata nimi, robi zdjęcia, startuje w zawodach.Wcześniejszym moim hobby była gra w sieci World of Tanks – tłumaczy Piotr Dudek. – Prowadziłem w niej różnego rodzaju pojazdy militarne, biorąc udział w bitwach. Zabierało mi to sporo czasu. Któregoś dnia dwóch kolegów – Piotr Meroń i Arkadiusz Dyrda – powiedziało mi „Zostaw te czołgi, będziemy latać”.
Ale w 2013 roku drony na rynku były jeszcze rzadkością i sporo kosztowały.

Dlatego zacząłem latać samolotami zdalnie sterowanymi – wspomina Piotr Dudek. – Sam je składałem, uzbrajałem w silniki. Nim dobrze nauczyłem się nimi sterować, to często zaliczałem „krety”, czyli niekontrolowane twarde lądowania.
Przygoda z dronami rozpoczęła się w 2015 roku.

Razem z Piotrem Dziurkowskim plany ich budowy zdobyliśmy z internetowej grupy użytkowników ze Stanów Zjednoczonych – tłumaczy pan Piotr. – To był tricopter, dron z trzema silnikami. Ramy sami wycinaliśmy laserem. Ten model miał już miejsce na kamerę, która nagrywała podczas lotu. Przed czterema laty rynek nie był jeszcze tak rozwinięty pod względem elektroniki do dronów, jak jest to dziś.
Nauka latania nie należała jednak do łatwych.

Było kilka mocnych uderzeń o ziemię – wspomina praszkowianin. – Trzeba było naprawiać. A że mieliśmy plany, nie musieliśmy kupować części, a sami wycinaliśmy je przy użyciu lasera.
Potem był quadrocopter, model wielowirnikowca napędzany czterema silnikami, z ramą z włókna węglowego. W tym modelu pasjonat zamontował pierwszy system FPV (First Person View) oparty na kamerze zamontowanej w wielowirnikowcu (dronie) przesyłającym w czasie rzeczywistym obraz do monitora z odbiornikiem video.

W monitorze widzieliśmy na ziemi to, co dron widział w powietrzu – wyjaśnia Piotr Dudek. – Dzięki temu łatwiej było sterować urządzeniem.
Rynek szybko się rozwijał. Bez problemu można było dostać różnego rodzaju ramy, również do większych modeli i tak powstał kolejny model – tym razem hexacopter oparty na 6 silnikach.

To już była spora maszyna, bo odległość po przekątnej między silnikami wynosiła siedemdziesiąt centymetrów, ważyła trzy i pół kilo, a po zainstalowaniu lustrzanki ponad cztery – wyjaśnia pasjonat z Praszki. – Miała większe akumulatory i bardziej rozbudowany kontroler lotu, GPS i systemy pozwalające na powrót drona „do domu”, gdy odleciał za daleko i stracił kontakt z nadajnikiem aparatury sterującej lub napięcie na akumulatorach spadło poniżej piętnastu procent.
Na początku 2016 roku Piotr Dudek kupił pierwszego drona całkowicie zbudowanego i zaprogramowanego przez profesjonalnego producenta takich urządzeń z USA, był to model 3 DR Solo.

Był już zaprogramowany, z wszystkimi systemami i kamerą – mówi praszkowianin. – Latam nim do dziś. Wtedy była to jeszcze droga „zabawka”, a jej wartość z kompletem wyposażenia przewyższała 10 tysięcy złotych. Teraz podobną można kupić za około trzy tysiące, a taką do nauki latania nawet za kilkaset złotych.
Co takiego fascynującego jest w dronach?

Głównie to, że można oglądać świat z innej perspektywy – tłumaczy pan Piotr. – Zobaczyć to, czego z dołu nie widać. W tej chwili drony oprócz wykonywania zdjęć i nagrywania materiału video, wykorzystywane są również do inspekcji budynków, sieci energetycznych, do monitorowania upraw na polach. Coraz częściej korzysta z nich policja i Służba Ochrony Kolei. Jakiś czas temu otrzymałem informacje od mieszkańca Szyszkowa, że dawno temu drzewa w pobliskim zagajniku zostały zasadzone tak, że tworzą datę tego zdarzenia. Chciał zobaczyć, jak to teraz wygląda. Bez drona nie dałoby się tego sprawdzić.
W 2015 roku Piotr Dudek zdał egzamin teoretyczny i praktyczny na lotnisku w Gliwicach, zdobywając tym samym świadectwo kwalifikacji wydawane przez Urząd Lotnictwa Cywilnego i uprawniające do wykonywania legalnych lotów dronami.

Latać nimi może każdy, ale nie wszędzie – tłumaczy pasjonat. – Tymi najmniejszymi, nawet bez uprawnień, można to robić na swoim podwórku do wysokości najwyższej budowli lub drzewa. W innych przypadkach potrzebne są uprawnienia, które dają możliwość latania także w strefach ograniczenia, wyznaczanych przez Urząd Lotnictwa Cywilnego i Polską Agencję Żeglugi Powietrznej. Świadectwo kwalifikacji uprawnia również do wykonywania lotów komercyjnych – takich, na których można zarobić. W każdym przypadku należy jednak pamiętać o tym, aby zawsze zachować szczególną ostrożność podczas wykonywania lotu i na przykład unikać lotów nad grupami ludzi.
Od niedawna mieszkaniec Praszki uczestniczy także w wyścigach dronów.

Po jakimś czasie samo latanie i robienie zdjęć może się znudzić – tłumaczy pan Piotr. – W wyścigach jest spora adrenalina, bo prędkości są dużo większe i sama fizyka lotu ciekawsza, drony wyścigowe rozpędzają się niejednokrotnie do grubo ponad stu kilometrów na godzinę, a przeszkody – najczęściej w postaci półokrągłych bramek, flag i tuneli – niskie i ustawione tak, aby tworzyły techniczny tor często zmuszający do bardzo niskich przelotów. Widząc w goglach obraz z kamery umieszczonej w dronie wyścigowym, możemy poczuć się jak byśmy sami w nim siedzieli.
Drony wyścigowe są inne od tradycyjnych.

Mniejsze, przez to lżejsze i bez systemów stabilizacji – tłumaczy Piotr Dudek. – Dzięki temu są szybkie i zwrotniejsze. Mój waży trzysta osiemdziesiąt gram. Sam go zbudowałem i zaprogramowałem.
Podczas ostatnich wyścigów, które w czerwcu odbyły się w Częstochowie, Piotr Dudek swój występ może zaliczyć do bardzo udanych.

Nie jestem topowym zawodnikiem, bo nie mam czasu na częste treningi, ale dziewiąte miejsce na trzydziestu startujących w grupie open nie jest chyba złe – zauważa praszkowianin.
Niewykluczone, iż w przyszłym roku takie wyścigi odbędą się w Praszce.

Stadion Motoru bardzo dobrze się do takich zawodów nadaje – zauważa pasjonat.
Andrzej Szatan

Wstecz Komendant straży piecze torty
Dalej W urzędzie będzie cieplej