Wiele talentów w jednym miejscu


Cuda i cudeńka, mniejsze lub większe, z papieru, bibuły, wełny, drewna i innych materiałów, można było obejrzeć w niedzielę 21 lipca w sali miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej.

Inicjatorką wystawy, na której zgromadzonych zostały dziesiątki eksponatów, była Michalina Popczyk, nowa sołtyska Gany.Niedawno była u nas telewizja i nagrywała program o wsi – wyjaśnia pani Michalina. – Postanowiliśmy pokazać także naszych twórców. Nie przypuszczałam nawet, że mamy u siebie tyle artystycznie uzdolnionych osób. Dlatego zaproponowałam, aby choć część ich dorobku pokazać mieszkańcom na wystawie w remizie.
W niedzielę 21 lipca efekty pracy lokalnych twórców i wytwórców można było podziwiać w jednej z sal OSP. Najmłodszą uczestniczką wystawy była 11-letnia Maja Belka – przyszła z mamą Magdaleną, która z kolei szydełkuje.

Zamiłowanie do plastyki przejęłam po dziadku – tłumaczy Maja. – On rysował, a ja się przyglądałam, podpatrywałam jak to robi. Spodobało mi się. Teraz maluję w każdej wolnej chwili, najchętniej ludzkie twarze. Od maja chodzę na warsztaty plastyczne w Praszce.
Można było też zawiesić oko na obrazach innych twórców. Natalia Kościelna maluje je sprayem – efekt znakomity. Z kolei Maria Pałyga stosuje metodę koralikową.

Wymaga ona niezwykłej, wręcz benedyktyńskiej cierpliwości i precyzji – tłumaczy pod nieobecność autorki Jolanta Mateja, współorganizatorka i uczestniczka wystawy. – W jednym z prezentowanych tu obrazów użyła aż pięćdziesięciu kolorów koralików.
Jolanta Mateja w swojej pracy artystycznej stosuje różnorodne metody, wśród nich quilling i decoupage, a także patchwork.

Zszywam w jedną całość kawałki materiałów z różnych rzeczy – tłumaczy pani Jolanta. – To ma dla mnie wartość sentymentalną, bo kawałki odzieży babci i cioci dostają drugie życie, przypominają mi lata dzieciństwa. A przy okazji całość fajnie się prezentuje.
Największą pasją Jolanty Matei jest jednak haft krzyżykowy.

Aby zapełnić kwadracik dwa na dwa milimetry, trzeba dużej cierpliwości – wyjaśnia autorka prac. – A gdy w kolejnych etapach zaczyna wyłaniać się obraz, to radość i satysfakcja są ogromne. Pochłania mnie też wyszywanie pachnącą muliną.
Barbara Dąbrowska pokazała koty, zające, króliki, baletnice z drewna. Arkadiusz i Iwona Kościelni – świece ozdobne rozmaitych kształtów i na przeróżne okazje, Jolanta i Paweł Kłosowscy – bożonarodzeniowe szopki, Magdalena Belka m.in. bawełniane narzuty na łóżka, koce, pufy i torby, zaś Magdalena Duda – artystyczne wypieki, na widok których ślinka cieknie.

Moja pasja szydełkowania i robienia na drutach trwa już blisko czterdzieści lat – mówi Krystyna Krzemińska. – Długo nie ujawniałam się z nią, robiłam głównie dla siebie, dzieci i wnucząt. Jestem samoukiem.
Zofia Popczyk, Halina Popczyk i Władysława Dorczyńska wypiekają chleb metodą sabatnikową. Smakuje jak żaden inny!

Wypiekany jest w piecu z cegły, z cegłą szamotową w środku – tłumaczy Zofia Popczyk. – Ten mój ma już prawie pięćdziesiąt lat, przechodził z pokolenia na pokolenie. Ciasto wyrabia się w dzieży, formuje w bochenki na nieckach i wkłada do kobiałki, gdzie wyrasta, po czym na godzinę i dwadzieścia minut wędruje do pieca opalanego koniecznie drewnem sosnowym. Przy zastosowaniu świerkowego też się upiecze, ale chleb będzie biały.
W kąciku kulinarnym można było spróbować „mleka prosto od krowy” oraz własnych wyrobów (masło, smalec, sery, kiełbasa, ciasta, chleb). Jolanta Mateja prezentowała natomiast zasoby swojej spiżarni – susze z lawendy, oregano i kwiatu lipy, a także syropy lecznicze z mięty oraz miód z kwiatów mniszka i czarnego bzu.

Uczyła mnie tego babcia, a później mama – tłumaczy pani Jolanta. – Zmierzam ku naturze, to wszystko dla zdrowia.
Ewa i Piotr Dzięciołowie pochwalili się lokalnym przysmakiem – kiszonymi i konserwowanymi szparagami.
Był także przerywnik muzyczny – Krystyna Jurczyk i Irena Gaik wykonały – przy akompaniamencie akordeonisty Mieczysława Pecyny – piosenkę o Ganie. Słuchać było czego, bo utwór – autorstwa pani Krystyny, byłej nauczycielki – ma aż dziewiętnaście zwrotek.
Nie zabrakło również prezentacji zanikających zawodów. Na przykład Tadeusz Dorczyński pokazał urządzenie, którego do dziś używa do skręcania powrozów. Z kolei Jacenty Strzelecki wciąż robi miotły – rzecz pierwszej potrzeby w obejściu gospodarskim.

To dwaj najstarsi mieszkańcy naszej wsi – informuje Michalina Popczyk.
Jak się okazało pani sołtys także ma talent – robi torty.

Nie dość że piękne, to jeszcze bajecznie smakują – zachwala Jolanta Mateja.
Z kolei Marian Stasiak opowiadał o swojej pasji gromadzenia sprzętów dawniej używanych w gospodarstwie.

W takiej swoistej izbie tradycji mam cepy, sierpy, kosy, brony, drabiny, chomąta dla konia – wyjaśnia pasjonat. – Wszystko z początków dwudziestego wieku. Osoby, które mnie odwiedzają, są zdziwione, że ludzie kiedyś tak ciężko musieli pracować.
Pan Marian opracował także monografię Ochotniczej Straży Pożarnej, ważniejszych wydarzeń z historii Gany oraz opis miejscowych obiektów sakralnych. Książeczka również została zaprezentowana w niedzielę.

Przy okazji przygotowywania tej wystawy pojawił się pomysł reaktywowania Koła Gospodyń Wiejskich – zauważa Michalina Popczyk.
Od strony technicznej ekspozycję przygotował Zbigniew Mateja. Andrzej Szatan

Wstecz Zupa z dorsza - mega smak
Dalej Tournée bella Italia