Pizza musi oddychać


Agnieszka Kuliga po raz pierwszy jadła prawdziwą włoską pizzę na początku lat 90. Wtedy jej się nawet nie śniło, że kiedyś zrobi podobną w swojej pizzerii w Wołczynie.

Zanim jednak do tego doszło, wychowała troje dzieci, upiekła kilkaset pizz na grubym cieście dla rodziny oraz przepracowała lata w zakładach i firmach, co nie zawsze dawało jej satysfakcję.Ta pierwsza włoska pizza nawet jest uwieczniona na zdjęciach – opowiada Agnieszka Kuliga. – Oczywiście była na cienkim cieście. Pamiętam nadbrzeżną trattorię, w której ją zamawialiśmy z całą rodziną.
Pizze, które pani Agnieszka robiła w domu do tej pory, były kwadratowe, a przepisy pochodziły z książek kucharskich. Na stosie farszu był sos czosnkowy. Teraz wszystko jest robione na oliwie i ziołach.

W 2016 roku przeszłam kurs u Włocha – opowiada pani Agnieszka. – Był bardzo drogi, uważam jednak, że było warto.
Pani Agnieszka szybko nauczyła się technologii robienia ciasta.

A to nie jest takie proste – dodaje. – Ciasto musi leżakować w chłodni przez dwadzieścia cztery godziny. Później trzeba je odpowiednio uformować. Uczono mnie, że nie należy dodawać bardzo wielu składników, gdyż pizza musi oddychać.
Na szkoleniu pani Agnieszka uczyła się robić tylko ciasto. Farsz jest kwestią fantazji. I może dlatego najlepiej sprzedaje się pizza Artus, własnego autorstwa. Składa się ona z boczku, salami, cebuli, czosnku i oregano.
W firmowej karcie znajduje się 20 okrągłych przysmaków. W tym roku do menu doszedł „kurczak” i „łosoś”.

Parmę polecam zjeść na miejscu, bo jest z rukolą, która na wynos zaparzy się – dodaje.
Z kolei „Powiew wiosny” w smaku przypomina niektórym ruskie pierogi. Jest też słodka pizza z brzoskwiniami, ananasem, czekoladą, nutellą i serem. Z kolei focaccia, to zwykły placek nie doceniany u nas, choć we Włoszech bardzo popularny.
Pomysł na pizzerię w Wołczynie zrodził się przed czterema laty, a wynikał z potrzeb rynku.

Nigdy nie było tu typowej pizzerii, a wielu mieszkańców przepada za tym włoskim przysmakiem – zauważa Agnieszka Kuliga.
Wołczynianka zwolniła się z pracy i rzuciła się na głęboką wodę. Mąż ją wspierał od samego początku. Przed otwarciem pizzerii próbowała skorzystać z dotacji. Jednak jej się nie udało. Musiała wziąć komercyjny kredyt.

Bałam się, ale miałam wsparcie rodziny – wspomina.
Po wiedzy najważniejsze są składniki i piec. Te pierwsze trzeba przywieźć z hurtowni, z którą współpracuje, a piec o wartości kilkunastu tysięcy – opalany drewnem bukowym – został wykonany na specjalne zamówienie. Musi być nagrzany do temperatury 400°C, co po- zwala upiec pizzę w ciągu kilku minut. A mieszczą się w nim tylko dwa placki.

Wszystko musi być najlepsze, to są drogie produkty, ale najważniejsza jest jakość – zdradza Agnieszka Kuliga.
Teraz właścicielka pizzerii jest gotowa przejść kurs robienia włoskiego makaronu, jednak największym powodzeniem cieszy się pizza. Makarony w karcie są oczywiście włoskie, a ich obecność spowodowana jest profilem lokalu i potrzebami klientów.
Goście, którzy przyjeżdżają po czasie do Artusa, chwalą ten sam smak i niezmienną jakość.

Jednak to wszystko trzeba dopilnować osobiście, a ja muszę mieć pewność, że pizza jest najlepsza – podkreśla pani Agnieszka. – Ciasto na pizzę robię sama, ale każdy pracownik musi umieć je rozciągać.
Właścicielka zatrudnia dwie młode pracownice, które głównie obsługują klientów, pomagają w kuchni oraz zajmują się dowozem zamówień.
Więcej dań sprzedaje się na wynos, wieczorem ludzie przychodzą zjeść na miejscu. Pracownicy dowożą pizzę w promieniu 15 kilometrów od Wołczyna. Zdarzają się też kursy poza gminę – np. do Radomierowic, Domaszowic czy Kluczborka.
Agnieszka Kuliga nie ukrywa, że lubi pizzę i chętnie ją je.

Uważam, że pizza, którą oferuję jest lekkostrawna – mówi. – To jest potrawa, którą potrafię najszybciej wykonać, chętnie serwuję ją rodzinie, gdy nie ma czasu na zrobienie obiadu.
Od czerwca na jednej z półek pizzerii stoi statuetka Wołczyńskiego Isandra, nagroda przyznana w kategorii „Biznes i przedsiębiorczość” – działalność pozarolnicza.

To było dla mnie ogromne zaskoczenie, ale również sygnał od mieszkańców, że to, co robię, im smakuje – zauważa pani Agnieszka. WD

Wstecz Jak biedny stał się bogatym
Dalej Pierogi w roli głównej