W orkiestrze jak w rodzinie


Chudoba (gm. Lasowice Wielkie)

W orkiestrze jak w rodzinie

Młodzieżowa Orkiestra Dęta obchodziła w sobotę 6 lipca jubileusz 110-lecia powstania. Jest ona czymś znacznie więcej niż tylko grupą muzyków.

Świętowanie członkowie Młodzieżowej Orkiestry Dętej – byli i obecni, a także ich rodziny – rozpoczęli w miejscowym kościele od Mszy św., którą odprawił ks. proboszcz Jan Maksara. Historia orkiestry jest bowiem nieodłącznie związana z tą świątynią i jej proboszczami – Józefem Menzlem, który w 1909 roku powołał ją do życia (dwa lata po konsekracji kościoła), a także jego bratankiem, Antonim Menzlem, który nie tylko podtrzymywał muzyczne tradycje, ale także je rozwijał.

Dzieje orkiestry – już na placu rekreacyjno-sportowym, gdzie miała miejsce dalsza część uroczystości – przypomnieli Grzegorz Żwaka oraz Paweł Neugebauer.

– Ten jubileusz to bardzo ważna chwila dla nas wszystkich – mówił Grzegorz Żwaka. – Dorobek orkiestry to praca wielu osób – muzyków, dyrygentów, nauczycieli, osób z obsługi. Nasza orkiestra nie była nigdy stowarzyszeniem, ale zawsze zwartą społecznością stworzoną przez pokolenia osób, które oddały jej swoje umiejętności, entuzjazm, serce, a czasem nawet zdrowie. Nie sposób wymienić wszystkich. Nazwiska wielu z nich widnieją w kronikach i dokumentach zgromadzonych w archiwum. Długa jest lista tych, którzy na trwałe zaznaczyli się w historii, którzy orkiestrę tworzyli, rozwijali i wspierali. Przemijają wokół nas ludzie i zdarzenia. Wydaje się, że o wielu zapomnieliśmy, jednak zawsze pamiętamy o wszystkich naszych kolegach i koleżankach. Ze szczególnym wzruszeniem myślimy dziś o tych, którzy odeszli do wieczności. Chociaż nie ma ich wśród nas, pozostawili po sobie niezatarty ślad. Orkiestra na przestrzeni lat zmieniała swoje oblicze i strukturę. W istocie pozostała taka sama. Jest nie tylko ważną, ale nieodzowną częścią lokalnego społeczeństwa, częścią naszego życia.

– Początkowo orkiestra liczyła siedemnaście osób – mówił Paweł Neugebauer. – Uświetniała przede wszystkim uroczystości kościelne, ale także imprezy wiejskie, wesela. Skład zdziesiątkowały pierwsza i druga wojna światowa, jednak orkiestra nigdy nie przestała grać.

W 1978 roku kapelmistrzem został Bernard Lesik. Od tego czasu datuje się najbardziej dynamiczny rozwój orkiestry. Zaczęła koncertować w Polsce, Niemczech, Czechach, a także zajmować czołowe miejsca na konkursach i przeglądach. Dwukrotnie brała udział w próbie bicia Rekordu Guinessa na placu Piłsudskiego w Warszawie. Nagrała też podkład muzyczny do serialu młodzieżowego „Słoneczna włócznia”.

Chude lata niestety znów dały o sobie znać, kiedy kapelmistrz musiał wyjechać do pracy zagranicę. Można powiedzieć, że wówczas orkiestra przetrwała cudem, dzięki grupce zapaleńców, w której byli m.in. Paweł Neugebauer i Dorota Kowalewska – pisała projekty, zdobywała dofinansowanie na doposażenie grupy, warsztaty muzyczne. Dzięki ich pracy, niezłomności i zapałowi, do grupy zaczęli dołączać kolejni pasjonaci, a pan Bernard wrócił do Polski i znów objął stery orkiestry. Dziś liczy ona 30 osób, w większości młodych, nastoletnich, a kolejny narybek szkoli swoje umiejętności.

Zasługi Bernard Lesika trudni przecenić. Nic dziwnego, że odebrał on od członków orkiestry szczególne podziękowania oraz usłyszał „Sto lat”. Widać było, że w oku kapelmistrzowi zakręciła się łezka .

– Dziękujemy naszemu kapelmistrzowi za to, że jest z nami, choć czasem jest różnie, nerwowo, nieznośnie – mówili członkowie orkiestry. – Wszyscy dziękujemy, za wszystko przepraszamy, zwłaszcza za wybryki, życzymy zdrowia i wytrwałości, samych sukcesów – muzycznych i osobistych.

– Wzruszyłem się, szczególnie na wspomnienie tych, którzy już odeszli – mówił Bernard Lesik. – Zaczynałem jako zwykły muzyk. Skończyłem szkołę muzyczną, jak przyjeżdżałem na ferie czy wakacje do domu, to grałem z miejscowymi. Wtedy jeszcze orkiestrę prowadził proboszcz Antoni, był autorytetem, lubił muzykę, miał słuch absolutny. Potem przejąłem orkiestrę, zacząłem uczyć młodych. Pracowałem wtedy w kopalni na nocki, więc co drugi dzień przyjeżdżałem do Chudoby na motorze, co drugi dzień spałem. Życie podporządkowałem orkiestrze. Wykształciłem do tej pory około stu muzyków, wielka orkiestra by się z tego zebrała. Wymagam strasznie, muszą pracować. Nie uczę grać, a ćwiczyć, od samego początku. Trochę się buntują, ale nie można inaczej, bo każdy fałsz od razu słychać.

Od 45 lat z orkiestrą w Chudobie związany jest Franciszek Leś.

– Teraz jestem bardziej związany z orkiestrą w Oleśnie, bo tam mieszkam, ale Chudobę wspomagam w miarę możliwości, a jestem już emerytem, więc czas mi pozwala – opowiadał. – W latach sześćdziesiątych uczęszczałem w Oleśnie do ogniska muzycznego na akordeon. Sam od siebie zacząłem grać na trąbce. Przy jakiś urodzinach proboszcza Antoniego, zaproponował mi przejście na tubę, bo ksiądz stwierdził, że się świetnie do tego nadaję. Ksiądz Antoni był niesamowitym pasjonatem muzyki. Ucho miał świetne, wyłapał każdą fałszywą nutę. Jak zaczął grać na organach, od razu było wiadomo, że to proboszcz. Był po prostu wirtuozem. Dalej czuję się częścią tej orkiestry. Współczuję tylko tym młodym, którzy uważają, że trzeba coś na graniu zarobić. Przez tyle lat nie zarobiłem złotówki, ale to, co skorzystałem w sensie duchowym, trudno opowiedzieć. Dopóki będę umiał, to będę grał.

Jednym z bardziej doświadczonych chudobskich orkiestrantów jest Rafał Pielot.

– Pochodzę z Chudoby, byłem ministrantem, śpiewałem psalmy, usłyszał mnie kapelmistrz, zaprosił i tak gram już od 1994 roku – wspominał pan Rafał. – W przydziale dostałem puzon i to jest moja miłość. Czuję dumę, że jestem częścią tej orkiestry i że dane mi było grać w czasach jej największej świetności. Mam pięciu synów, w tym dwóch trzylatków, więc cotygodniowe dojazdy na próby wiążą się z wyrzeczeniami. Wielkie ukłony kieruję w stronę żony, która pozwala mi na to i ogarnia dzieciaki.

Rafał Pielot miał szansę na muzyczną karierę, dostał się do średniej szkoły muzycznej w Opolu. Musiał jednak zrezygnować i znaleźć sobie bardziej pewne i dochodowe zajęcie. Wybrał dekarstwo.

– Ale z muzyki nigdy nie zrezygnowałem, na budowie radio musi grać, a ja „wyżywam się” na próbach i koncertach – tłumaczył.

Muzycznego bakcyla zaszczepił jednemu z synów, Patrykowi, który w orkiestrze gra na tenorze. Może w jego śladu pójdą kolejni.

Zupełnie przez przypadek do orkiestry trafiła Dorota Kowalewska, która teraz jest jednym z jej filarów.

– Siostra Ewelina zaczęła grać na waltorni, a ja twierdziłam, że w życiu do orkiestry nie pójdę – wspominała. – Ale pan Lesik o mnie pytał i pytał, więc dla świętego spokoju poszłam na jedną z prób z nadzieją, że się nie nadam. I tak zostałam i jestem już ponad dwadzieścia.

Pani Dorota nie wyobraża sobie, żeby zawaliła próbę. Czas w piątkowe wieczory znaleźć się musi.

– W piątki zdrowieję – stwierdziła ze śmiechem. – Orkiestra – oprócz rodziny – to jest najlepsze, co mogło mnie w życiu spotkać.

Jest szansa, że tradycja będzie kontynuowana, bo córka pani Doroty też chce grać.

Prawą ręką Bernarda Lesika i jednym z głównych organizatorów jubileuszowych uroczystości jest Paweł Neugebauer, kierownik orkiestry. Ale był bliski pożegnania z muzyką. Wrócił dzięki… mamie.

– Jestem w orkiestrze od 2008 roku – opowiadał. – Można powiedzieć, że muzykowanie u nas jest rodzinne – mama gra na klawiszach, tata na perkusji, siostra na waltorni. Kiedy byłem nastolatkiem, miałem ogromny kryzys. Ale pojechaliśmy do Dąbrówki Łubniańskiej i tam mama przy cudownej studzience modliła się, żeby mi orkiestrowy zapał wrócił. Modlitwy te zostały wysłuchane. Można powiedzieć, że mama wymodliła mi powołanie, bo granie w orkiestrze nim jest. Kocham to robić. Nieraz kumpel proponuje w piątek jakiś wyjazd, ale nawet o tym nie myślę, bo to dzień zarezerwowany dla orkiestry. Jestem świadomy, że jeśli nie ma choćby jednej osoby, to brakuje tego smaczku, tego jednego charakterystycznego dźwięku. Każdy tu jest ważny.

Jak wiadomo Chudoba słynie ze świetnych strażaków-ochotników. Nie brakuje ich także wśród członków orkiestry. Jednym z grających strażaków jest Grzegorz Żwaka.

– Namówiła mnie córka Zuzia – mówi. – Chciała grać, ale się bała. A że kończyłem szkołę muzyczną – wprawdzie na akordeonie – zacząłem z nią uczęszczać na próby. Gram na puzonie. Orkiestra to nasza rodzinna pasja – gra też moja chrześnica oraz młodsza córka, która w przyszłym roku na pewno dołączy do składu.

Jak połączyć strażackie powołanie z orkiestrową pasją?

– Najpierw jest straż, ratowanie ludzkiego życia – tłumaczy pan Grzegorz. – Próby mamy w remizie, jak zawyje syrena, rzucamy instrumenty i jedziemy do akcji.

Do orkiestry – również dzięki córkom, Sandrze i Sarze – trafił Ireneusz Sug i to w momencie, kiedy wydawało mu się, że jest już na muzycznej emeryturze.

– Nie pochodzę z tej parafii, ożeniłem się tu, córki są po szkołach muzycznych, dostały się do orkiestry, ale nie było perkusisty – opowiada pan Ireneusz.-  W młodych latach grałem, nawet w domu była perkusja. Umówiły mnie z dyrygentem i od trzech lat jestem orkiestrowym perkusistą. Tu zapominam o rzeczywistości, ale orkiestra scala nas rodzinnie, mamy wspólne hobby, po próbie zawsze jest dyskusja. Być członkiem grupy z takimi tradycjami, to dla mnie nobilitacja i duma.

O narybek orkiestra martwić się nie musi. Na debiut czekają najmłodsi – ośmioletnie Jessica Jagoda i Ania Żwaka oraz dziesięcioletni Krzysztof Wieczorek.

Uroczystość była okazją do wręczenia podziękowań najstarszym członkom orkiestry, sponsorom oraz osobom, które ją wspierają. Otrzymali je: ks. Józef Niesłony, ks. Jan Maksara, pastor Ryszard Pieron, Józef Łukaszek, Franciszek Leś, wójt Daniel Gagat, wicewójt Krzysztof Lech, Joachim Smolnik, Sławomir Pazdrowski, Iwona Lasik, Klaudia Schudy, Piotr Kisiel, Marcin Bomba, Grażyna Wyrwa, Marek Wyrwa i cała OSP w Chudobie, Edward Bartyla, Krzysztof Bartyla, Mariola Kiełbus, Norbert Świgoń, Krystyna Świgoń, Piotr Lesik, Jan Trzepała, Norbert Krawczyk.

Orkiestra dęta z Chudoby dała jubileuszowy koncert. Publiczność mogła także posłuchać orkiestr z Borek Wielkich i Łowkowic.

MZ

Członkowie Młodzieżowej Orkiestry Dętej w Chudobie: dyrygent Bernard Lesik, saksofon altowy – Weronika Matysiok, Sandra Sug, Stefania Prochota, Justyna Meier, Gabriela Plaminiak; saksofon tenorowy – Agnieszka Kisiel, Aleksandra Wyrwa, Rafał Matysiok; klarnet – Dorota Kowalewska, Beata Prochota, Kinga Słomka, Magdalena Methner, Ramona Skowronek; trąbka – Andrzej Pielorz, Sara Sug, Kasper Famuła, Szymon Wieczorek, Łukasz Prochota, Zuzanna Żwaka, Marco Jagoda, Jan Koloch; tenor – Klaudiusz Przyklenk, Patryk Pielot, Roland Jagoda; waltornia – Karolina Neugebauer; puzon – Rafał Pielot, Mateusz Wieczorek, Piotr Krauze, Grzegorz Żwaka; tuba – Paweł Neugebauer, Szymon Krauze, Michał Labus; instrumenty perkusyjne – Ireneusz Sug, Piotr Neugebauer.

Wstecz Chcą odnowić trzy pomniki
Dalej Rowerem do pracy